trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

Blog > Komentarze do wpisu
Radzia wybuchła!

Znaczy się dokładnie to palneła costam-cośtam w jakimstam-jakimśtam tygodniku (tu) o tym jak to szkoły katolickie mogą nie zatrudniać zadeklarowanych lesbijek, myśląc że i tak go nikt nie czyta. A tu się okazało, że "shit hit the fan", czyli że niefortunna wypowiedź trafiła w pazury i między zęby działaczy LGBT, który przecież Radzi nienawidzą ex definitio (senator Niesiołowski tu). A smród jaki się od tego przysłowiowego gówna rozlał po gazetach i portalach świadczy li tylko o tym, że Radzia ciężko pracuje (Radzia tu). Coś w tym jest - jak się ciężko pracuje, to, owszem, śmierdzi, ale raczej potem.

Jak by tego było mało, to Radzia dodała koksu do pieca, tłumacząc się, że przecież tak jest w prawie samej przenajświętszej Łuni (m.in. Radzia tu). A jak jej jakiś pan Specjalista klarował, że jest w mylnym błędzie, bo przepisy łunijne stanowią jednak inaczej, to odparowała że przecież jest gejem, przy okazji tłumaczenia się, że jej odpowiedź była w trybie przypuszczającym (o tu)

jak u Hitchcocka - zaczęło się od trzęsienia ziemi a potem napięcie stopniowo rosło: Kutz potępił (tu), Wikiński chciał zdymisjonować (tu), Schetyna zaczął bronić, kluby parlamentarne zaczęły protestować, ludzie demonstrować... chaos i anarchia!

To może zacznijmy od początku i idźmy po kolei, w miarę możliwości odsiewając medialną kakofonię:

Po pierwsze:

Radzia zapytana:

Zdeklarowana lesbijka nie dostaje pracy w szkole katolickiej, z uwagi na swoje preferencje. Szkoła zostanie pozwana do sądu?

odpowiedziała:

– Oczywiście nie!

Co z deklarowanym w TVN trybem przypuszczającym ma niewiele wspólnego. Ale kto by tam od polityka wymagał spójności wypowiedzi.

Po drugie:

Outing, czy nie outing (ja tam p. Śmiszka nie znałem wcześniej w ogóle i mało on mnie obchodzi), to nie tu jest problem w polemice na falach TVN. Problem w tym, że jako osoba zajmująca się (niby) wspieraniem grup marginalizowanych, czyli takich, które m.in. nie mają wystarczającej reprezentacji w mainstramie, sama pozwala sobie je marginalizować, jako argument w dyskusji niby-merytorycznej powołując się na cechy danej osoby, przez które do dyskryminowanej grupy jest zaliczana. Trochę to wyszło, jakby chciała Śmiszkowi jego gejostwo wytknąć, bo skoro jest gejem i jest w sprawę osobiście zaangażowany, to niech się nie wypowiada za głośno. Węszą szanowni państwo tu pewien paradoks?

Po trzecie:

Paradoksów jest więcej i to dużo grubszych. W swoim oświadczeniu Radzia powołuje się na prawo polskie jak i europejskie. Zaznaczmy, że opracowana niedawno ustawa o równym traktowaniu jest jakoby reakcją na zalecenie (a nie prawo) co do równego traktowania osób LGBT. Dokładnie dokument nazywa się "Zalecenie CM/Rec(2010)5 Komitetu Ministrów [...] w zakresie środków zwalczania dyskryminacji opartej na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej". Zadałem sobie trud i przeczytałem prawie całe - o wyjątkach w stylu szkół katolickich nic nie znalazłem. Jest jeszcze objaśnienie do w/w zalecenia ("Memorandum wyjaśniające" CM(2010)4 add3 rev2). Jedyny fragment, o który IMHO można by oprzeć wywody Radzi jest w rozdziale V "Zatrudnienie" i brzmi następująco:

Powyższe [zalecenia dotyczące ograniczania dyskrymincji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową m. in. w zakresie dostępu do pracy i zatrudnienia] pozostaje bez uszczerbku dla możliwości, zgodnie z którą, odmienne traktowanie w oparciu o cechę związaną z płcią nie stanowi dyskryminacji tam, gdzie ze względu na rodzaj działalności zawodowej lub warunki, w których są się ona odbywa, cecha taka jest istotnym i determinującym wymogiem zawodowym, pod warunkiem, że jego cel jest uprawniony, a wymóg proporcjonalny. Zasada niedyskryminacji nie zostanie naruszona, jeżeli rozróżnienie pomiędzy osobami znajdującymi się w analogicznych sytuacjach ma obiektywne i racjonalne uzasadnienie, gdyż służy realizacji uprawnionego celu i stosuje środki, które są racjonalnie proporcjonalne do celu jaki ma zostać zrealizowany"

żródło

Piękne. Bo jak mniemam Radzia (tak jak nasi ustawodawcy, ale o tym za chwilę), z Memorandum wyczytała tyle, że dyskryminacja ze względu na orientację, jest możliwa jeżeli tylko orientacja jest "wymogiem zawodowym". Fragment o tym, że cel takiego rozróżnienia musi być uprawniony, wymóg do celu proporcjonalny a zasada niedyskryminacji nie zostanie złamana o ile samo rozróżnienie ma uzasadnienie obiektywne i racjonalne zostały skwapliwie przez nich pominięte. O tym czy cel szkoły katolickiej, która nie chce zatrudnić lesbijki jest uprawniony (jest tym celem, jak mniemam, nauczanie o tym, że geje są ułomni, a lesbijki, jak wiadomo, nie istnieją), czy wymóg jest proporcjonalny (czy jeżeli będzie ta domniemana lesbijka nauczała w katolickiej szkole np. geografii, to też lesbijką być nie może? Pewnie nie, bo by jeszcze nauczyła, że ziemia nie jest płaska albo że Kolumb była kobietą). I przede wszystkim czy rozróżnienie ma racjonalne i obiektywne uzasadnienie? (- nie możemy zatrudnić lesbijki? -dlaczego? -Ponieważ zgodnie z naszą wiarą homo są ułomni, a ona mogłaby wpajać uczniom że jest inaczej. - A dlaczego wierzycie, że homo są ułomni? - Bo tak nam powiedział 13 wieków temu nasz niewidoczny przyjaciel)

Po czwarte:

Ech... ale po cóż mam się uciekać do taniego antyklerykalnego sarkazmu. Wystarczy, że poczytamy wzmiankowane Memorandum dalej. Jest tam rozdział (werble) VI. "Edukacja", gdzie czytamy między innymi:

Państwa powinny zatem zajmować się kwestią orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, w pełen szacunku i obiektywny sposób, na przykład w programach nauczania lub podczas zajęć edukacji seksualnej i zdrowotnej, oraz opracować programy szkoleń wstępnych i stacjonarnych lub wsparcie i poradnictwo dla nauczycieli i pozostałej kadry pedagogicznej aby poruszać tę problematykę, w szczególności z punktu widzenia przeciwdziałania dyskryminacji. [...]

Państwa powinny także [...] publikować i dystrybuować podręczniki dla kadry nauczycielskiej i zachęcać do prowadzenia w szkołach kampanii i imprez kulturalnych przeciwko homofobii i transfobii [...]

Konia z rzędem temu, kto mi wymyśli jak według powyższych wytycznych miałaby działać szkoła, która jednocześnie nie zatrudnia nauczycielki lesbijki, ponieważ jest to sprzeczne z tej szkoły wartościami.

O ile jest oczywiście państwowa, bo jak czytamy w tym samym rozdziale:

Wszystkie środki powinny uwzględniać prawo rodziców do wychowania dzieci, takich jak prawo do zapewnienia im wychowania i nauczania zgodnych z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi.

Sposób widzę jeden, taki sam jak Ray zapodał na FB: państwowe szkoły mają dość jasno określone wytyczne, a katolickie szkoły powinny być prywatne i wtedy niech sobie tam uczą czego chcą (w ramach, mam nadzieję, jednak pewnego minimum programowego) i jak ktoś chce swoje dziecko do takiej szkoły posłać i za to zapłacić, to proszę bardzo. Problem tylko w tym, że u nas państwowe szkoły do powyższych zaleceń od lat się nie stosują (no bo niby na JAKIM wychowaniu seksualnym mieli by uczyć o LGBTQ?). A szkoły katolickie nie są całkowicie prywatne, tylko często-gęsto są utrzymywane z kasy państwowej.

Po piąte:

Tu dochodzimy wreszcie do tego jak te światłe zalecenia przełożono na polskie prawo. Otóż stosowny lesbijsko-szkolny zapis w przedmiotowej ustawie brzmi następująco:

Ustawy nie stosuje się do (...) ograniczania przez kościoły i inne związki wyznaniowe, a także organizacje, których etyka opiera się na określonym wyznaniu lub światopoglądzie, dostępu do działalności zawodowej oraz jej wykonywania ze względu na wyznanie lub światopogląd, jeżeli rodzaj lub warunki wykonywania takiej działalności powodują, że wyznanie lub światopogląd są rzeczywistym i decydującym wymaganiem zawodowym stawianym danej osobie fizycznej, proporcjonalnym do osiągnięcia zgodnego z prawem celu różnicowania sytuacji tej osoby; dotyczy to również wymagania od zatrudnionych osób fizycznych działania w dobrej wierze i lojalności wobec etyki kościoła, innego związku wyznaniowego oraz organizacji, których etyka opiera się na określonym wyznaniu lub światopoglądzie.

fragment ustawy za kataryna.salon24.pl

W przytoczonym fragmencie zastanawia mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim, jak łatwo na pierwszy rzut oka zauważyć, mowa w nim o ograniczeniu stosowania ustawy, jeżeli warunkiem zatrudnienia przez kościół lub inny związek wyznaniowy jest wyznanie lub światopogląd kandydata. W pytaniu w Gościu Niedzielnym była mowa o zadeklarowanej lesbijce (niech mi ktoś wreszcie wytłumaczy do jakiego urzędu i na jakim formularzu zgłasza się deklaracje bycia lesbijką), której szkoła katolicka odmawia pracy ze względu na jej preferencje. Pal sześć, że orientacja psychoseksualna to nie rzecz nabyta ani kwestia wyboru. Niech i będzie, że to preferencja. Czy zatem jeżeli preferuję chłopców, to jest to mój światopogląd? A jak wolę zielone śmiejżelki od czerwonych, to jest to moje wyznanie?Czekaj... wróć... pamiętajmy o kościele Latającego Potwora Spaghetti!

Po drugie zostaje jeszcze kwestia proporcjonalności i zgodności z prawem samego rozróżnienia, które w przypadku odmowy zatrudniania nauczycieli homo stoją, moim zdaniem, co klarowałem wcześniej, pod wielkim znakiem zapytania.

Podsumowując, wygląda to dla mnie tak: mamy dość ogólne zalecenie łunijne, nagiętą na potrzeby mitycznego "kompromisu" z KRK realizującą je ustawę i pełnomocniczkę ds. równego traktowania, która tych "subtelnych zmian akcentów nie dostrzega i dostrzegać nie chce oraz szkoły państwowe zaleceń łunijnych w ogóle nie stosujące i szkoły katolickie, które w świetle prawa (a jeszcze bardziej w świetle praktyki, jak i cały kościół, ale to mógłby być temat na oddzielną notkę) są uprzywilejowane i to jeszcze zapewne za pieniądze podatników. Kraj raj!

 

Z tym rozumieniem zapisów i przepisów to trochę jak w tym kawale z cyklu o Radiu Erewań:

- Czy to prawda, że Sasza Iwanowicz wygrał w teleturnieju mercedesa?

- Nie mercedesa tylko rower, nie w teleturnieju, tylko na placu czerwonym i nie wygrał, tylko mu ukradli.

Czy jakoś tak.

środa, 29 września 2010, trekski

Polecane wpisy

  • Niepełnosprytne zakupy.

    Może to ja, a może jednak Ikea nie wszystko ma tak tip-top przemyślane i wysprytnione jak się to reklamuje. Historia jest taka: jajko (typo, but it stays) że si

  • "Chemy, żeby w Polsce było ładniej"

    Na wstępie krótkie zastrzeżenie: nie jestem specem od architektury i, jak smerf maruda, "nie cierpię nie cierpieć", nie mniej jednak... W ostatnim numerze Polit

  • z okazji zmiany prefisku

    Stało się! Ale po kolei. Gdyby nie to, że w nieustającej debacie toczącej się w moim miejscu pracy koleżeństwo podzieliło się pół na pół, to ten post można by g

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
navaira
2010/09/29 23:45:27
Ja wiem, że powinienem skomentować, nawet mnie do tablicy wywołałeś, ale co ja mam napisać? Zgadzam się z Tobą w zupełności, Radziszewska jest 1) niekompetentna, 2) jej poglądy są w sprzeczności z piastowanym stanowiskiem, 3) byłoby to do zniesienia, gdyby potrafiła te poglądy zostawić w domu, ale nie potrafi. Można z nią zrobić jedną rzecz, wywalić i zatrudnić kogoś, kto tych trzech cech nie będzie posiadać, ale to zależy od Tuska, a Tusku tego nie zrobi, bo z niego taki liberał i lewicowiec, jak ze mnie bliźniak Kaczyński.

Osobiście czekam na partię Palikota, żeby móc wreszcie zagłosować w wyborach NIE przeciwko komuś. Tylko niech się Palikot żwawo rusza, bo ja w zeszłą niedzielę obchodziłem 4 rocznicę zamieszkania w Amsterdamie i jak się Janusz nie pospieszy, to stracę prawo do głosowania za jakiś czas :