trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

Blog > Komentarze do wpisu
Rozmowy z rodzicami - odcinek 1056

Mamut ostatnio pojechała z ojcem do Krynicy Górskiej. Znaczy się Ociec pojechał na jakąś konferencję - jedną z tych co to mi się wydaje, że Ciągle są o tym samym, bo co czytam/tłumaczę abstrakt jego pracy to jest o "nierozłącznym połączeniu tuleja-wał", "drganiach własnych układu", "akutatorach piezoelektryczncyh" i metodzie "Bogubilowa-Kirłowa-Mitropolskiego". A Mamut pojechała dla towarzystwa i na małe wywczasy. Pojechali i wrócili. Spotykamy się przy pierwszej okazji i wywiązuje się taka oto rozmowa:

- Mam dla Ciebie suwenir z Krynicy [Górskiej]

-O! A co takeigo?

- Ser kozi, bo takie najbardziej lubisz.

- Owszem, uwielbiam.

Ser zostaje sprezentowany i zabieram się za czytanie etykiety. A tam:

Ser Owczy Dojrzewający ZRóWNOWAżONY

Prawdziwe Jedzenie sp. zoo

[...]

Owczy, kozi - jeden grzyb - i tak miło.

"Hodowla owiec i produkcja sera, odbywają się w unikalnie czystym, górskim środowisku objętym ochroną NATURA 2000"

Fiu-fiu! To ja prosty człowiek nie wiedział, że na obszarach N2k można owce wypasać. Ale nic to - czytam dalej.

Masa netto: 0.234

Cena: 25.74

I prawie z krzesła spadłem. Z prostego rachunku matematycznego wynikało, że dostałem ser za około 100PLN za kilogram! O_o Więc zszokowany tak wybajerzonym artykułem spożywczym w roli suweniru, mówię:

- Ojej! Jaki drogi ser! To przecież ponad stówa za kilogram.

- No tak, ale to prezent. Trzeba sobie czasami sprawiać przyjemności...

- Eee.. no tak.. znaczy, no tak. Znaczy oczywiście bardzo dziękuję - wspaniały prezent. Po prostu na co dzień bym sobie takiego nie kupił...

- A co, nie starcza ci?

Z czego ostatnie zdanie rodzicielka wypowiedziała z miną ni to troski - o moje finanse, ni to przerażenia - niechybnie czekającym mnie z niedożywienia szkorbutem, ni to nadziei. Szczególnie jednak chyba nadziei, bo skoro mi jednak nie starcza na jedzenie, to zapewne niedługo zrezygnuję z tego niedorzecznego pomysłu żeby mieszkać na swoim i wrócę do ciepła domowego ogniska.

"Dobra zupka, pomidorowa, taka jaką lubisz zrobiłam..."

piątek, 17 września 2010, trekski

Polecane wpisy

  • Niepełnosprytne zakupy.

    Może to ja, a może jednak Ikea nie wszystko ma tak tip-top przemyślane i wysprytnione jak się to reklamuje. Historia jest taka: jajko (typo, but it stays) że si

  • "Chemy, żeby w Polsce było ładniej"

    Na wstępie krótkie zastrzeżenie: nie jestem specem od architektury i, jak smerf maruda, "nie cierpię nie cierpieć", nie mniej jednak... W ostatnim numerze Polit

  • z okazji zmiany prefisku

    Stało się! Ale po kolei. Gdyby nie to, że w nieustającej debacie toczącej się w moim miejscu pracy koleżeństwo podzieliło się pół na pół, to ten post można by g

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/09/27 14:44:38
Rodziec są bezcenni;-) Zwłaszcza Matki. Szkoda tylko, że mają kłopot z wypuszczaniem dziecków z gniazda...