|
trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
Ostatnie notki
Zakładki:
A) poziomki
B) poczytaj mi mamo
C) l'haute rayon
D) trekker is what trekker does
E) społeczności
F) miscellaneous
G) varia
![]()
|
piątek, 20 listopada 2009
corporate bullshit resources
łomatkoboskoklubosko! 3 tydzień szukania pracy mija. Owszem odpowiadają co poniektórzy, owszem może coś z tego będzie. ale już mi się rzygać che tym korpo-bełkotem z ogłoszeń o pracę oraz ludźmi z działów HR (niektórymi, znalazłem tez parę przesympatycznych i na prawdę kompetentnych osób). case 1:
Takim ludziom nie należy się wielkie "P" w "Państwie".
ogłoszenie o pracę napisane w języku lengłydż, w którym wymagają m. in. "Fluent knowledge of English". Mój inglisz jest chyba zbyt flułent, bo w rzeczonym ogłoszeniu znalazłem ok. 10 błędów, głównie źle użyte rodzajniki ("We are [u]the[/u] company with expertise in the field of IT and ...") oraz parę literówek. case 3:
Fajnie, tylko ja się pytam: NA JAKIE STANOWISKO??!1!! case 4:
to w końcu co? jak skomentowała to kumpela: oni po prostu potrzebują"kogoś do IT" case 5: dwa ogłoszenia z jednej firmy:
IMHO to asystent jest stanowiskiem mniej wymagającym od analityka, więc napisałem do firmy, co by się dowiedzieć skąd taki myk w tych ogłoszeniach. Odpowiedź:
ARGHHh... a poza tym zanim dostałem odpowiedź, i wbrew treści ogłoszenia postanowiłem aplikować na analityka, minęły dwa tygodnie i... rekrutację zamknięto. Jeszcze raz w opisie firmy rekrutacyjnej przeczytam coś o profesjonalizmie i "dostarczaniu jak najlepszych rozwiązań naszym klientom" to chyba ich spoliczkuję.
piątek, 06 listopada 2009
komentarz
bardzo ładnym komentarzem do poprzedniej notki jest taki oto obrazek nadesłany przez Kallipygosa:
interesting
halloween ledwo co za nami, a tu już kolejny parszywy angielski zwyczaj nam implantują ;) Otóż dzisiajsobie dizarsko szedłem przez plac zamkowy, gdy z nienacka podbiegło do mnie dwóch gości w charakterystycznych maskach V i wręczyli mi ulotkę o następującej treści:
hmm.. no niby bardzo słuszne idee i w ogóle podpisuję się obiema łapkami, tylko... czemy Guy Fawkes? U nas sie nikogo w historii nie znajdzie? A poza tym, mimo że PO jakieś takie niedorobione, to jednak sięganie do symboliki Spisku Prochowego wydaje mi się trochę jakby zbyt na wyrost. Jak by był jakiś dramat, typu kaczki z paczki wracają, to by mi pasowało do klimatu. A tak, jak jużchcemy po prostu wprowadzić Nową Świecką Tradycję, to fajnie by było ją zbudować na czymś naszym. Na pewno jakiś polski Guy Fawkes by się znalazł... Ale i tak mi się podoba - mam sentyment do tego wierszyka od czasu V for Vendetta. I tylko krzyknąłem za dwoma niby-V "A co z resztą wierszyka?!". Odpowiedizeli zę będzie w przyszłym roku. Poza tym nie zapominajmy jak wierszyk się kończy:
I na koniec kukły udające Guya się pali na ognisku. Więc chyba jednak wydźwięk tego święta nie jest do końca taki, jakby chcieli tego autorzy ulotki (?) i nic dziwnego:
Pytanie więc samo się nasuwa: czy walczenie z depostyzmem sankcjonuje narażanie życia postronnych, niewinnych ludzi? a o wycieczkach i zdjęciach i piciu w Berlinie i paleniu w Amsterdamie będzie później.
poniedziałek, 02 listopada 2009
wyniki!
pamiętcie? A więc pora na wyniki (nie wiem po co. Ale to nadal zabawne)
i się okazuje że ktoś jednak jest! ale niestety nie wiem kto :( Ku mojemu miłemu zaskoczeniu kilka osób wiedizało (lub pofatygowało się do googla) co to są "sesquipedalia". Najprecyzyjniej chyba:
czyli "'sesquipedalia' is a sesquipedalia" :D Z kolorami nie wszyscy skumali i niektórzy podali tylko jeden zamiast pięciu. Ale tak czy inaczej królowały zcerwony i zielony. nuuudaaa... (specjalne podziękowania dla osoby, która lubi mauve) Na najwięcej kreatywnosci pozwalało ostatnie pytanie i tu się nie zawiodłem. Żeby było sprawiedliwie zacytuję wszystkie odpowiedzi:
ale nam oczywiście chodziło o odgłos paszczowy. Na koniec tylko zaznaczę że wikipedia nie jest superprecyzyjna co do jeży:
Ale czy to że często bywają w żywopłotach wystarczy żęby powiedzieć o jeżach że tam mieszkają?
środa, 21 października 2009
chuj z taką wyobraźnią
UPDATE: otóż moja wyobraźnia myliła się i walizka nie była ekspolodowała ani w A'damie ani podczas przesiadki w Kopenhadze. Moi drodzy, szczęśliwie dotarłem do Warszawy i nawet poradziłem sobie z automatami do odprawy. Tymczasem... SAS stwierdził, że najwyraźniej moja walizka bardzo chętnie zwiedzi sobie Monachium O_o Zawsze będę mógł potem brylować w towarzystwie: "Widzicie ten wachlarz? Ten wachlarz był w MONACHIUM!"
wtorek, 20 października 2009
ka-boom!
moja plastyczna wyobraźnia mnie kiedyśzabije.
Pakuję się właśnie na wylot z powrotem do Najjaśniejszej z Miasta Rozpusty. Pakuje się i pakuję, dzielnie skłądam koszulki i majteczki w kropeczki, żeby tylko się wszystko ładnie zmieściło. Idealnie byłoby móc wszystko pozgniatać w jakieś małe sześcianiki, wtedy - jak wiadomo z geometrii euklidesowej - idealnie by wypełniły przestrzeń walizki. u mnie jednak wszystko jakieś takie pozaginane. Skarpetki w kształcie Mandelbota, kosmetyczka - zbiór Julii. Nic do siebie nie pasuje. No ale raz kozie śmierć - zrobiłem "próbne dopięcie". Wyperswadowałem walizce kolanem i kilkoma niedbale rzuconymi kurwami że ma się zamknąć i , trzeszcząc, posłuchała. Ale nie dałą za wygraną. Stoi w kącie i złowieszczo się wybrzusza. Szczególnie w okolicach suwaka. I wtedy miałem wizję, jakie jutro będą nagłowki w prasie:
No bo cóż ja takiego tam więcej zapakowałem. Nic prawie. Raptem:
Tożto tyle co nic! A na prawde musiało być kupione. Praktycznie mnie wołało. A tu tsakie problemy...
czwartek, 15 października 2009
trekker does... bits and pieces of Europe
Kochani moi najmiluśińscy, dawno nie pisałem, za co mi Glebowa nawet głowę zmyła. Ale też, czemu się dziwić, skoro czs ostatnio umilają mi takie rozrywki jak szwendanie się w warunkach iście syberyjskich po Berlinie (od dziś: po Amsterdamie i chyba już nie tak syberyjsko) oraz picie piwa w ilościach przemysłowych. Toteż czem prędzej, korzystajac z cudownego wynalazku jakim jest wireless w hostelach oraz faktu że dziś mam (nie)planowo spokojny dzień ze zredukowaną ilością piwa, nadrabiam zaległości. Choć krótko i po łebkach. Berlin, tak jak zwykle, zauroczył mnie. Tym bardziej, że tym razem udało mi się wyrwać z zaklętego kręgu berlińskich multipleksów i ich okolic oraz wszelkich permutacji dojazdów między nimi (Potsdamer Platz, Am Urania, Alexander Platz i in.). Olałem też to co już widizałem, czyli nie spodziewajcie się fotek Brramy Brandenburskiej i Siegesseule - z resztą i tak lepsze zobaczycie w pierwszym lepszym przewodniku ;) Ale o Belrinie to będize więcej i kolorowiej potem ,dziśtylko po króce o mojej drodzę z Berlina do Amsterdamu. Kochacie to poczekacie, a mnie tu kilka rzeczy bardzo uderzyło to i aż się z Wami podzielę. Po pierwsze i najwazniesze, strzeżcie się, albowiem bliski jest dzień kiedy księżyc krwią nabiegnie a świnie po niebie latać będą. KONIEC ŚWIATA JUŻ BLISKO! Mam na to niezbite dowody. A mianowice, jadąc dziś pociągiem relacji Belrin-Hanover (czy jakimś tam - z geografi to ja jestem noga) byłem świadkiem własnoocznym jakto dwóch pasażerów wyjaśniało z konduktorką fakt, że obaj mieli wystawione miejscówki na to samo miejsce. Zawsze postrzegałem Deutsche Bahn AG jako ostoję, dzięki której każda podróż mogła być zaplanowana od A do Z i wszystko szło potem jak w zegarku... idealną dla ludzi z ZOK'iem (as yours truly). A tu taki placek. Uciekaj kto może, świat się kończy! Po drugie, mniej ważne, Amsterdam nawet w przelocie (Dworzec - Hostel) i nawet po ciemku zachwyca absolutnie! Acha.. a jakby wam kiedyś przyszło do głowy, drogie dzieci, kupić na spróbowanie mieszankę chipsów z marchewki, buraków, batatów (zoete aardeappel xD) i pasternaku (pastinaak?), to... yaba-daba-DON'T! dobranoc * no dobra, moglem cos przekrecic, ale jakby co to jutro powtorke zrobie :D
poniedziałek, 21 września 2009
Żałoba.pl
Znowu mamy żałobę, znowu ogłoszoną przez Najjaśniejszego i znowu mam te smae odczucia co podczas ostatnich kilku żałób narodowych. Więc pewnie się powtórzę, ale i tak napiszę. A zaczęło się od tego że wyszdłem dzisiaj dziarskim krokiem o 9 na przystanek celem nie spóźnienia się do pracy całkowicie. Nie mniej dziarsko stałem na przystanku i patrzyłem na kolejne mijające mnie autobusy - każdy z flagami zatkniętymi nad szoferką. I trybię: jakież to my dzisiaj mamy święto? Z historii (jak i z geografii) zawsze noga (może i mam te nieskromne +4 do ynteligencji ale wszystko to kosztem -8 do pamięci). Bitwę jakąś ważną pzegraliśmy 21.? Powstanie jakieś upadło? umarł ktoś? No i masz - umarł. Tyle że to jeszcze nie rocznica. Dopiero jak mi Ray zwrócił uwagę na GG że mamy kolejną żałobę, skojarzyłem te flagi z słyszanymi kantem ucha newsami z soboty i zapowiedizami, że prezydent ogłosi żałobę narodową. symptomatyczne jest, że słysząc o pomysłąch na kolejną żałobę narodową nie traciłem czasu na zbadanie sprawy (dlaczego? Kto zginął?) ani na zapamietanie tego faktu. No bo po co - kolejna żałoba, też mi wydarzenie... Taka jakby znieczulica. Ale czemu się dziwić - jak się dowiedizałem w latach 1924-2001 żałobę narodową w naszym kraju ogłaszano 10 razy, natomiast w okresie 2004-2009... też 10 razy. Czyli ostatnio mamy średnio żalobę co pół roku. Jak na czasy względnego pokoju (nawet według retoryki Kaczyńskich, w której ostatnia okupacja skońćzyła się 20 lattemu) i jako-takiego dobrobytu (ponoć jako jedyni w europie mimo Szalejacego Kryzystu tm zanotowlaiśmy wzrost gospodarczy) to imho całkiem sporo. Po pierwsze powtórzę to co już nie raz mówiłem/pisałem z okazji innych żałób: z całym szacunkiem dla cierpienia rodzin ofiar wypadku, ogłaszanie żałoby po wypadku w którym zginęło 13 jest niepowazne (śmiem nawet twierdzić, że uwłacza powadze sytuacji, ale o tym zaraz). Codziennie na polskich drogach ginie w wypadkach 15 osób - jeżeli zatem po wypadku w kopalni Wujek żałoba trwa dwa dni, to już z racji wpadków drogowych powinnismy mieć żałobę narodową przez 55 godzin na dobę. Po drugie - też się powtórzę - wkurza mnie, że Prezydent, z braku innych dokonań, ogłasza seryjnie te żałoby, co dla mnie jest nieudolnym zabiegiem wizerunkowym. Śmierć bliskiej osoby, to niewypowiedziana tragedia. Żałoba Narodowa to wydarzenie (w teorii) szczególne. Czy jednak na prawdę lepiej poczują się rodziny górników z Wujka wiedząc, że wszystkim dookoła "kazano się smucić" z powodu ich bliskich? Czy taki smutek jest szczery? A co za tym idzie, czy tragedia tych rodizn nie jest tym samym rozmieniana na drobne? Wracając do retoryki panów z PiSs: wzięli sobie katolicki etos cierpiętnitwa bardzo do serca (a raczej na usta) i fundują nam, jedną za drugą, kolejne rocznice tego co nam się nie udało, zapominając o tym, ze za dużo to i świnia nie zje - im więcej bedzie taki cierpiętniczych okazji, tym bardziej bedą one latać ludzion koło dupy. Po orbicie księżycowej. W tym kraju nie będzie się dało normalnie żyć, bo właściwie jedyne co publicznie będzie wolno robić to ciągle się umartwiać. Za siebie, za innych, za bitwy przegrane, powstania niedokończone, krzywdy wyżądzone nam przez innych - prawdziwe i wyimaginowane. Ten kraj będzie jedną wielką biało-czerwoną depresją.
piątek, 18 września 2009
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||