|
trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
Ostatnie notki
Zakładki:
A) poziomki
B) poczytaj mi mamo
C) l'haute rayon
D) trekker is what trekker does
E) społeczności
F) miscellaneous
G) varia
![]()
|
wtorek, 26 stycznia 2010
narzekają i narzekają...
...że nic tu nie piszę. A to naspizę. Ale że nie mam o czym (ostatnio co śmieszniejsze kawałki to wrzucam na FB albo na Spoza), to sobie zrobię dobrze i zaordynuję seans próżności. A sięc moje drogie chrumpaki, jak byćmoże Wam już wspominałem, ciotka trekkerowa chodzi regularnie (OMG!) na aerobik. Ubawu ma przy tym co niemiara, bo co chwila podczas robienia brzuszkó karzą mu "zaciskać pochwę i macicę" (O_o) i takie tam. Ale ma to też swoje ewidentne plusy: uda ze stali, łydki z granitu i nawet na ramieniu mi jakaś gula zaczęła ostatnio rosnąć... szkoda tylko że brzuch ciągle z waty cukrowej :/ ... to pewnie dlatego, że nie mam pochwy którą mógłbym zaciskać... *wzdech* A na deser pokażę Wam co dostałem w mailu ostatnio:
i jeszcze bardziej mje sie odechciało szukać pracy :/
środa, 06 stycznia 2010
tłumaczenia
Zainspirowany jakością tłumaczeń wielu filmów na polski, uknułem taką oto śmiesznostkę: Otóż przypomnijcie sobie jak to W prawie każdym odcinku Star Trek TNG musiało się pojawić magiczne "engage!" kapitana. Każdy kto oglądał ten serial doskonale zna ten rytuał:
Dla tych co serialu dobrze nie znają, krótka demonstracja:
No. To teraz - wiedząć, że "engage" to po polsku tyle co "wykonać!" a przynajmniej taki właśnie jest sens tej komendy w serialu - wyobraźmy sobie, że za tłumaczenie wziął siejakis typowy polski niedokształcony tłumacz. Wyłączcie w powyższym filmiku dźwięk i pomyslcie jak brzmiały by następujące błędy: 1. bład "false friends"
2. błąd kontekstu:
3. anachronizm:
4. błąd "style & register"
moja plastyczna wyobraźnia... dalej już znacie.
czwartek, 31 grudnia 2009
jackie & julia
o matko! nagotowałem przemysłową ilośc zupy gulaszowej. Jest jej tyle że ledwo się mieści w największym garnku. Mam nadzieję, że w nocy nie wypełznie z garnka i nie zje mnie w śnie. Ale po kolei... jutro idę, a jakże, do znajomych na sylwestra. A, że już od dawna za mną chodził bogracz, to stwierdziłem, że składkowy sylwester to idealna okazja żeby sobie go ugotować. Tak więc dzisiejszy dzień minął mi pod znakiem zakupów i pichcenia. W ogóle to fajna sprawa taki dzień na gotowanie. Właściwie - jak juz powiedziałem Manveru - to ja bym mógł być czyimś utrzymankiem. Bym gotował bogracze i moussaki. Bym prał skarpetki (to też dziś zrobiłem - po Bieszczadach, mimo graniczącego z Ypres użycia Domestosa i Vanisha nadal są ziemiste i poplamione) Nie kurą domową! Różnica jest zasadnicza: kura domowa TYLKO gotuje i pierze. Ew. jeszcze opiekuje się dziećmi, ale tego sobie w ogóle nie wyobrażam. A utrzymanek to: po pierwsze jak gotuje to właśnie bogracze i moussaki. Albo suflety. No i czasami popiera. A to popierze skarpetki, a to satynową pościel. Albo se pójdzie i zarządzi pralnię chemiczną. Ale totak na luzie. Wiecie: ugotuje coś, fajeczkę zapali, upierze (alibo i nie), szampańskoje się nagugla. Luz blues!... Manveru stwierdził, że bredzę. To pewnie przez to całe alko, którego piję co cała populacja dworca centralnego i tunelu średnicowego razem wzięta. No ale kontynuujmy. Więc, po raz kolejny zostało udowodnione, że jak tylko nie gotuję tylko dla siebie, to równie dobrze mógłbym gotować dla pułku wojska. I jeszcze by zostało. No ale sami powiedzcie... 0,5kg wołowiny na sylwestra to jakoś tak... biednie... więc kupiłem półtora. I odpowiednio przeskalowane ilości pozostałych składników. Jak zaczniemy to jeść w sylwestra, to do wielkanocy nie skończymy. A myślałby kto, że jeszcze w napadzie zaopatrzeniowego szaleństwa chciałem jako wypełniacz dodać trochę (dwie puszki) groszku konserwowego! A właśnie. Po groszek poszedłem już do osiedlowej Stonki. Się okazuje, że w Stonce nie można płacić kartą :/ Oraz że pracuje tam ekipa jak żywcem wyjęta z Lubiewa. Statusiałe czterdziestki z pomylonym sensem "pielęgnacji urody". Jeden pan z idealnie zaczesanymi zakolami i włosami maźniętymi na heban, drugi z obwisłym brzuszkiem i PASEMKAMI! O_o No więc zarobił inny sklep. Generalnie to tak się uchetałem tymi zakupami, że konieczna była przerwa techniczna, więc zacząłem zabawę w kuchni dopiero o 19. No a że wół gotuje się długo, to skończyłem... właściwie przed chwilą. No. Ale warto było bo zupogulasz wyszedł po wypasie. Najgorsze, że wszystko za bardoz mi się kojarzy z moją szurniętą sąsiadką. Też zawsze dużo piła. Jak gotowała, to na cały blok. A teraz ma alkoholową schizę i urojenia, że ją mąż zdradza (kosmici jej o tym powiedzieli). Kto by chciał takiego utrzymanka? Styczeń miesiącem trzeźwości. A jutro to chyba zupę zapakuję w wiadro i taksą zawiozę na imprezę.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
ktoś tu nie myśli...
Ostatnio mnie wkurzają co raz bardziej reklamy w sieci. No tak, ja wiem, chcemy mieć za darmo googla i gie-gie, to nie ma rady, coś nam muszą zareklamować. Ale jak tak dalej będzie to długo nie pociągną, bo co raz częściej reklamy z jakimi się spotykam w sieci tylko reklamodawcom szkodzą. A za to raczej nikomu kasy nie dadzą. Najjaskrawszym przykładem jest casus m&m's i gadu. Zainstalowałem sobie to gówniane gg 10, bo mi moje stare wysłużone gg 6 pisało, że nie obsługuje numerów większych niż ileś tam milionów no i w ogóle smuteczek. Więc wziąłem i zainstalwoałem najnowsze - a co! Co by mi obsługiwało. I się teraz wkurwiam bo w ramach reklamy rzeczonych słodyczy podstawowe emotki czyli :) i :D są zamieniane na Żółtego i Czerwonego z reklamy m&m's. Kurwa! Ale to nic - bo, jak się okazuje kreatywni byli na prawdę kreatywni i na stronie gg z niusami, co któreś "m" jest zamienione na białą czcionkę szeryfową na tle kolorowego kółka. Że niby wiecie - cukierki. No żesz KURWA! Ale to nic. to na prawdę NIC! To, że mi się porda Żółtego zamiast emotki czy jakaś poroniona niby-typografia na stronei nie podoba, to, że tak powiem, moja broszka. Pewnie komuś się to podoba. No ale jak zobaczyłem wspomniane kolorowe "m" rozsypane po stronie z niusem o następującym temacie: "Zgwałcił półroczne niemowlę, 100 innych dzieci i jest wolny" To mnie już na prawdę wszystkie cycki opadli. "Zgwałcił dziecko - wpierdalajcie czekoladę". Idealna marketingowa kombinacja. Screen po kliknięciu, jak ktoś nie wieży. GE-NO-ISE!
sobota, 26 grudnia 2009
życie podsuwa same kompromisy
Ostatnio na nowo odkrywam Kabaret Starszych Panów. Skecz z Krwawą Basią zawiera taka oto złotą myśl:
Jakież to mądre... same kompromisy... Kompromis pierwszy - co się odwlecze to nie uciecze Jakiś czas temu gazeta wyborcza wydawała siakiśtaki śmiszny spacerownik po Warszawie. Generalnie mało sietym interesowałęm, no bo co tam mi po Warszaiwe. Siedze tu jużtyle czasu.. błąd - grzech próżnosci. W jednym ze spacerowników było napisane (przeczytałem komuś przez ramię), że w Warszawie jest jeszcze gdzieś na Żolibożu, tudzież na Bielanach (już zapomniałem, bo napisane było dawno temu) ulica oświetlana do dziś latarniami gazowymi. No i się oczywiście napaliłem, żeby wspomnianą ulicę obejrzeć.... się tak napaliłem, że spacerownika w końcu nie kupiłem (wspominałęm już, że czytałem przez ramię) a o uliczce zapomniałem. Jakież było moje zdiwienie, kiedy ostatnio, idąc na swój ulubiony fitness, zupełnym przypadkiem trafiłem na plac Konfederacji a z niego na Płatniczą... całą oświetloną latarniami gazowymi i iskrzącą się świerzym śniegiem. :) bardoz przyjemna przedświąteczna niespodzianka mapka tu Kompromis drugi - elegancja biurowa kontra zima No nie mogę, no. Jadę autobusem, w przejściu nade mną na żółtym pałąku zwisa jakieś zamarznięte truchło. Buty laczki-cwaniaczki, spodnie w kancik, marynara... a na wszystko to khaki kurencja typu battle-dress z kapturem wykończonym futerkiem. I cała garniturowa elegancja- francja ściśnieta w pasie ściągaczem kurtki. Hohrhrhohrh! Kompromis trzeci - poszukiwań ciąg dalszy Manveru, to mi i tak pewnie powie, że sieza bardzo przejmuję i że powinienem zluzować, ale prawda taka, ze czasami jak sięroboty szuka i człowiek chce zajrzeć w każdy zakamarek, to go z tego zakamarka jakiś kot napadnie, nafuka i jeszcze potem w buty nasra. Bo na przykład idzie się w tym znojnym poszukiwnaiu na "test zdolności analitycznych" a tamże... przez klawiature mi chyba to nie przejdzie... a tam.. 6 zadań typu:
A na wszystko, trzymajta się, całę 45 minut.Więc w ogóle hohrhrhohrh i mohrhdehrhsto na hrhozumie! Po czym się idzie na rozmowę, gdzie rozmówca, pan manago-srago, wychodzi z załozenia że orzmawia z debilem i stara sięto cały czas udowodnić. Oraz generalnie jest chamski. Ba! Watpi w wyniki testu i zadaje kolejną zagadkę:
Bo oczywiście pohojrakować w rozmowie to można, ale przeczytać CV i stwierdzicże z takimi zagadkami to na prawdę musi się bardizej postarać, to już byłoby za duzo szczęścia. ech... kompromis czwarty - święta, święta sami wiecie, "u cioci na imieninach" i te klimaty. A do tego Arczi wyjechany w pizdu, Alice zakałapućkana w rodzinne i inne sprawy. Z nikąd ratunku! Chuj, nie kompromis. Bryndza i masło z gównem. Gdzie ja się na pierwszy dizeń świąt tradycyjnie upiję, co? było jeszcze kilka kompromisów do opisania, ale zacząłem tą notkępisac chyba z tydzień temu i teraz już nie pamiętam :/ jak mi sie przypomni to wam niezwłocznie doniosę
piątek, 20 listopada 2009
corporate bullshit resources
łomatkoboskoklubosko! 3 tydzień szukania pracy mija. Owszem odpowiadają co poniektórzy, owszem może coś z tego będzie. ale już mi się rzygać che tym korpo-bełkotem z ogłoszeń o pracę oraz ludźmi z działów HR (niektórymi, znalazłem tez parę przesympatycznych i na prawdę kompetentnych osób). case 1:
Takim ludziom nie należy się wielkie "P" w "Państwie".
ogłoszenie o pracę napisane w języku lengłydż, w którym wymagają m. in. "Fluent knowledge of English". Mój inglisz jest chyba zbyt flułent, bo w rzeczonym ogłoszeniu znalazłem ok. 10 błędów, głównie źle użyte rodzajniki ("We are [u]the[/u] company with expertise in the field of IT and ...") oraz parę literówek. case 3:
Fajnie, tylko ja się pytam: NA JAKIE STANOWISKO??!1!! case 4:
to w końcu co? jak skomentowała to kumpela: oni po prostu potrzebują"kogoś do IT" case 5: dwa ogłoszenia z jednej firmy:
IMHO to asystent jest stanowiskiem mniej wymagającym od analityka, więc napisałem do firmy, co by się dowiedzieć skąd taki myk w tych ogłoszeniach. Odpowiedź:
ARGHHh... a poza tym zanim dostałem odpowiedź, i wbrew treści ogłoszenia postanowiłem aplikować na analityka, minęły dwa tygodnie i... rekrutację zamknięto. Jeszcze raz w opisie firmy rekrutacyjnej przeczytam coś o profesjonalizmie i "dostarczaniu jak najlepszych rozwiązań naszym klientom" to chyba ich spoliczkuję.
piątek, 06 listopada 2009
komentarz
bardzo ładnym komentarzem do poprzedniej notki jest taki oto obrazek nadesłany przez Kallipygosa:
interesting
halloween ledwo co za nami, a tu już kolejny parszywy angielski zwyczaj nam implantują ;) Otóż dzisiajsobie dizarsko szedłem przez plac zamkowy, gdy z nienacka podbiegło do mnie dwóch gości w charakterystycznych maskach V i wręczyli mi ulotkę o następującej treści:
hmm.. no niby bardzo słuszne idee i w ogóle podpisuję się obiema łapkami, tylko... czemy Guy Fawkes? U nas sie nikogo w historii nie znajdzie? A poza tym, mimo że PO jakieś takie niedorobione, to jednak sięganie do symboliki Spisku Prochowego wydaje mi się trochę jakby zbyt na wyrost. Jak by był jakiś dramat, typu kaczki z paczki wracają, to by mi pasowało do klimatu. A tak, jak jużchcemy po prostu wprowadzić Nową Świecką Tradycję, to fajnie by było ją zbudować na czymś naszym. Na pewno jakiś polski Guy Fawkes by się znalazł... Ale i tak mi się podoba - mam sentyment do tego wierszyka od czasu V for Vendetta. I tylko krzyknąłem za dwoma niby-V "A co z resztą wierszyka?!". Odpowiedizeli zę będzie w przyszłym roku. Poza tym nie zapominajmy jak wierszyk się kończy:
I na koniec kukły udające Guya się pali na ognisku. Więc chyba jednak wydźwięk tego święta nie jest do końca taki, jakby chcieli tego autorzy ulotki (?) i nic dziwnego:
Pytanie więc samo się nasuwa: czy walczenie z depostyzmem sankcjonuje narażanie życia postronnych, niewinnych ludzi? a o wycieczkach i zdjęciach i piciu w Berlinie i paleniu w Amsterdamie będzie później.
poniedziałek, 02 listopada 2009
wyniki!
pamiętcie? A więc pora na wyniki (nie wiem po co. Ale to nadal zabawne)
i się okazuje że ktoś jednak jest! ale niestety nie wiem kto :( Ku mojemu miłemu zaskoczeniu kilka osób wiedizało (lub pofatygowało się do googla) co to są "sesquipedalia". Najprecyzyjniej chyba:
czyli "'sesquipedalia' is a sesquipedalia" :D Z kolorami nie wszyscy skumali i niektórzy podali tylko jeden zamiast pięciu. Ale tak czy inaczej królowały zcerwony i zielony. nuuudaaa... (specjalne podziękowania dla osoby, która lubi mauve) Na najwięcej kreatywnosci pozwalało ostatnie pytanie i tu się nie zawiodłem. Żeby było sprawiedliwie zacytuję wszystkie odpowiedzi:
ale nam oczywiście chodziło o odgłos paszczowy. Na koniec tylko zaznaczę że wikipedia nie jest superprecyzyjna co do jeży:
Ale czy to że często bywają w żywopłotach wystarczy żęby powiedzieć o jeżach że tam mieszkają?
środa, 21 października 2009
chuj z taką wyobraźnią
UPDATE: otóż moja wyobraźnia myliła się i walizka nie była ekspolodowała ani w A'damie ani podczas przesiadki w Kopenhadze. Moi drodzy, szczęśliwie dotarłem do Warszawy i nawet poradziłem sobie z automatami do odprawy. Tymczasem... SAS stwierdził, że najwyraźniej moja walizka bardzo chętnie zwiedzi sobie Monachium O_o Zawsze będę mógł potem brylować w towarzystwie: "Widzicie ten wachlarz? Ten wachlarz był w MONACHIUM!" |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||