trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

środa, 06 stycznia 2010
tłumaczenia

Zainspirowany jakością tłumaczeń wielu filmów na polski, uknułem taką oto śmiesznostkę:

Otóż przypomnijcie sobie jak to W prawie każdym odcinku Star Trek TNG musiało się pojawić magiczne "engage!" kapitana. Każdy kto oglądał ten serial doskonale zna ten rytuał:

  • wstajemy z fotela
  • robimy marsową minę jakby nam doskwierałą niestrawność
  • obciągamy koszulkę od dresu, co to się nam podczas siedzenia podwinęła. Przecież nikt nie lubi miećzimno w nery.
  • Kiwamy palcem wskazującym prawej ręki jakbyśmy chcieli komuś pokazać "o tu, tu się upierdoliłeś zupą"
  • i głębokim ustawionym głosem aktora Royal Shakespeare Company mówimy: "Engage!"

Dla tych co serialu dobrze nie znają, krótka demonstracja:

No. To teraz - wiedząć, że "engage" to po polsku tyle co "wykonać!" a przynajmniej taki właśnie jest sens tej komendy w serialu - wyobraźmy sobie, że za tłumaczenie wziął siejakis typowy polski niedokształcony tłumacz. Wyłączcie w powyższym filmiku dźwięk i pomyslcie jak brzmiały by następujące błędy:

1. bład "false friends"

- Zaangażować!

2. błąd kontekstu:

- Uzbroić torpedy. Zaręczyć [się]!

3. anachronizm:

- Prędkość nadświetlna! Załączyć sprzęgło!

4. błąd "style & register"

- Lecimy. zapodać!

- Wiśta wio!

- Dajesz, dajesz!

moja plastyczna wyobraźnia... dalej już znacie.

 

17:26, trekski
Link Komentarze (8) »
czwartek, 31 grudnia 2009
jackie & julia

o matko! nagotowałem przemysłową ilośc zupy gulaszowej. Jest jej tyle że ledwo się mieści w największym garnku. Mam nadzieję, że w nocy nie wypełznie z garnka i nie zje mnie w śnie. Ale po kolei...

jutro idę, a jakże, do znajomych na sylwestra. A, że już od dawna za mną chodził bogracz, to stwierdziłem, że składkowy sylwester to idealna okazja żeby sobie go ugotować. Tak więc dzisiejszy dzień minął mi pod znakiem zakupów i pichcenia.

W ogóle to fajna sprawa taki dzień na gotowanie. Właściwie - jak juz powiedziałem Manveru - to ja bym mógł być czyimś utrzymankiem. Bym gotował bogracze i moussaki. Bym prał skarpetki (to też dziś zrobiłem - po Bieszczadach, mimo graniczącego z Ypres użycia Domestosa i Vanisha nadal są ziemiste i poplamione) Nie kurą domową! Różnica jest zasadnicza: kura domowa TYLKO gotuje i pierze. Ew. jeszcze opiekuje się dziećmi, ale tego sobie w ogóle nie wyobrażam. A utrzymanek to: po pierwsze jak gotuje to właśnie bogracze i moussaki. Albo suflety. No i czasami popiera. A to popierze skarpetki, a to satynową pościel. Albo se pójdzie i zarządzi pralnię chemiczną. Ale totak na luzie. Wiecie: ugotuje coś, fajeczkę zapali, upierze (alibo i nie), szampańskoje się nagugla. Luz blues!... Manveru stwierdził, że bredzę. To pewnie przez to całe alko, którego piję co cała populacja dworca centralnego i tunelu średnicowego razem wzięta.

No ale kontynuujmy. Więc, po raz kolejny zostało udowodnione, że jak tylko nie gotuję tylko dla siebie, to równie dobrze mógłbym gotować dla pułku wojska. I jeszcze by zostało. No ale sami powiedzcie... 0,5kg wołowiny na sylwestra to jakoś tak... biednie... więc kupiłem półtora. I odpowiednio przeskalowane ilości pozostałych składników. Jak zaczniemy to jeść w sylwestra, to do wielkanocy nie skończymy. A myślałby kto, że jeszcze w napadzie zaopatrzeniowego szaleństwa chciałem jako wypełniacz dodać trochę (dwie puszki) groszku konserwowego!

A właśnie. Po groszek poszedłem już do osiedlowej Stonki. Się okazuje, że w Stonce nie można płacić kartą :/ Oraz że pracuje tam ekipa jak żywcem wyjęta z Lubiewa. Statusiałe czterdziestki z pomylonym sensem "pielęgnacji urody". Jeden pan z idealnie zaczesanymi zakolami i włosami maźniętymi na heban, drugi z obwisłym brzuszkiem i PASEMKAMI! O_o No więc zarobił inny sklep.

Generalnie to tak się uchetałem tymi zakupami, że konieczna była przerwa techniczna, więc zacząłem zabawę w kuchni dopiero o 19. No a że wół gotuje się długo, to skończyłem... właściwie przed chwilą. No. Ale warto było bo zupogulasz wyszedł po wypasie.

Najgorsze, że wszystko za bardoz mi się kojarzy z moją szurniętą sąsiadką. Też zawsze dużo piła. Jak gotowała, to na cały blok. A teraz ma alkoholową schizę i urojenia, że ją mąż zdradza (kosmici jej o tym powiedzieli). Kto by chciał takiego utrzymanka?

Styczeń miesiącem trzeźwości.

A jutro to chyba zupę zapakuję w wiadro i taksą zawiozę na imprezę.

 

02:54, trekski
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
ktoś tu nie myśli...

Ostatnio mnie wkurzają co raz bardziej reklamy w sieci. No tak, ja wiem, chcemy mieć za darmo googla i gie-gie, to nie ma rady, coś nam muszą zareklamować. Ale jak tak dalej będzie to długo nie pociągną, bo co raz częściej reklamy z jakimi się spotykam w sieci tylko reklamodawcom szkodzą. A za to raczej nikomu kasy nie dadzą.

Najjaskrawszym przykładem jest casus m&m's i gadu. Zainstalowałem sobie to gówniane gg 10, bo mi moje stare wysłużone gg 6 pisało, że nie obsługuje numerów większych niż ileś tam milionów no i w ogóle smuteczek. Więc wziąłem i zainstalwoałem najnowsze - a co! Co by mi obsługiwało.

I się teraz wkurwiam bo w ramach reklamy rzeczonych słodyczy podstawowe emotki czyli :) i :D są zamieniane na Żółtego i Czerwonego z reklamy m&m's. Kurwa!

Ale to nic - bo, jak się okazuje kreatywni byli na prawdę kreatywni i na stronie gg z niusami, co któreś "m" jest zamienione na białą czcionkę szeryfową na tle kolorowego kółka.  Że niby wiecie - cukierki. No żesz KURWA!

Ale to nic. to na prawdę NIC! To, że mi się porda Żółtego zamiast emotki czy jakaś poroniona niby-typografia na stronei nie podoba, to, że tak powiem, moja broszka. Pewnie komuś się to podoba. No ale jak zobaczyłem wspomniane kolorowe "m" rozsypane po stronie z niusem o następującym temacie:

"Zgwałcił półroczne niemowlę, 100 innych dzieci i jest wolny"

To mnie już na prawdę wszystkie cycki opadli. "Zgwałcił dziecko - wpierdalajcie czekoladę". Idealna marketingowa kombinacja.

Screen po kliknięciu, jak ktoś nie wieży.

GE-NO-ISE!

01:27, trekski
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 grudnia 2009
życie podsuwa same kompromisy

Ostatnio na nowo odkrywam Kabaret Starszych Panów. Skecz z Krwawą Basią zawiera taka oto złotą myśl:

Czekałem na dziewczynę z chryzantemami, a przyszedł mężczyzna z chryzantemami. Życie podsuwa same kompromisy.

Jakież to mądre... same kompromisy...

Kompromis pierwszy - co się odwlecze to nie uciecze

Jakiś czas temu gazeta wyborcza wydawała siakiśtaki śmiszny spacerownik po Warszawie. Generalnie mało sietym interesowałęm, no bo co tam mi po Warszaiwe. Siedze tu jużtyle czasu.. błąd - grzech próżnosci. W jednym ze spacerowników było napisane (przeczytałem komuś przez ramię), że w Warszawie jest jeszcze gdzieś na Żolibożu, tudzież na Bielanach (już zapomniałem, bo napisane było dawno temu) ulica oświetlana do dziś latarniami gazowymi.

No i się oczywiście napaliłem, żeby wspomnianą ulicę obejrzeć.... się tak napaliłem, że spacerownika w końcu nie kupiłem (wspominałęm już, że czytałem przez ramię) a o uliczce zapomniałem. Jakież było moje zdiwienie, kiedy ostatnio, idąc na swój ulubiony fitness, zupełnym przypadkiem trafiłem na plac Konfederacji a z niego na Płatniczą... całą oświetloną latarniami gazowymi i iskrzącą się świerzym śniegiem. :) bardoz przyjemna przedświąteczna niespodzianka

mapka tu

Kompromis drugi - elegancja biurowa kontra zima

No nie mogę, no. Jadę autobusem, w przejściu nade mną na żółtym pałąku zwisa jakieś zamarznięte truchło. Buty laczki-cwaniaczki, spodnie w kancik, marynara... a na wszystko to khaki kurencja typu battle-dress z kapturem wykończonym futerkiem. I cała garniturowa elegancja- francja ściśnieta w pasie ściągaczem kurtki. Hohrhrhohrh!

Kompromis trzeci - poszukiwań ciąg dalszy

Manveru, to mi i tak pewnie powie, że sieza bardzo przejmuję i że powinienem zluzować, ale prawda taka, ze czasami jak sięroboty szuka i człowiek chce zajrzeć w każdy zakamarek, to go z tego zakamarka jakiś kot napadnie, nafuka i jeszcze potem w buty nasra. Bo na przykład idzie się w tym znojnym poszukiwnaiu na "test zdolności analitycznych" a tamże... przez klawiature mi chyba to nie przejdzie... a tam.. 6 zadań typu:

Jaś i małgosia mają razem 22 lata. 4 lata temu jaś miałtyle lat ile małgosia teraz. Ile lat mają jaś i małgosia?

A na wszystko, trzymajta się, całę 45 minut.Więc w ogóle hohrhrhohrh i mohrhdehrhsto na hrhozumie! Po czym się idzie na rozmowę, gdzie rozmówca, pan manago-srago, wychodzi z załozenia że orzmawia z debilem i stara sięto cały czas udowodnić. Oraz generalnie jest chamski. Ba! Watpi w wyniki testu i zadaje kolejną zagadkę:

Samochór ma przejechać 5 kilometrów ze średnią prędkością 50 km/h. Pierwsze 2 kilometry przejechał ze średnią prędkością 20 km/h. Z jaką prędkością musi teraz jechać żeby się wyrobić?

Bo oczywiście pohojrakować w rozmowie to można, ale przeczytać CV i stwierdzicże z takimi zagadkami to na prawdę musi się bardizej postarać, to już byłoby za duzo szczęścia.

ech...

kompromis czwarty - święta, święta

sami wiecie, "u cioci na imieninach" i te klimaty. A do tego Arczi wyjechany w pizdu, Alice zakałapućkana w rodzinne i inne sprawy. Z nikąd ratunku!

Chuj, nie kompromis. Bryndza i masło z gównem. Gdzie ja się na pierwszy dizeń świąt tradycyjnie upiję, co?

było jeszcze kilka kompromisów do opisania, ale zacząłem tą notkępisac chyba z tydzień temu i teraz już nie pamiętam :/ jak mi sie przypomni to wam niezwłocznie doniosę

01:53, trekski
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 listopada 2009
corporate bullshit resources

łomatkoboskoklubosko!

3 tydzień szukania pracy mija. Owszem odpowiadają co poniektórzy, owszem może coś z tego będzie.

ale już mi się rzygać che tym korpo-bełkotem z ogłoszeń o pracę oraz ludźmi z działów HR (niektórymi, znalazłem tez parę przesympatycznych i na prawdę kompetentnych osób).

case 1:

- Dzwonię do pana, bo złożył pan do nas aplikacje o prace. czy mogę zadać kilka pytań?

- Jasne. Słucham.

[bla bla bla, standardowa rozmowa o prace tyle ze przez telefon, po czym clou programu:]

- A dlaczego chciałby pan u nas pracować na stanowisku testera?

- errm... ale... ja nie aplikowałem do Panńtwa na stanowisko testera tylko na stanowisko analityka.

- ojej, ojej... przepraszam pana strasznie

Takim ludziom nie należy się wielkie "P" w "Państwie".


case 2:

ogłoszenie o pracę napisane w języku lengłydż, w którym wymagają m. in. "Fluent knowledge of English". Mój inglisz jest chyba zbyt flułent, bo w rzeczonym ogłoszeniu znalazłem ok. 10 błędów, głównie źle użyte rodzajniki ("We are [u]the[/u] company with expertise in the field of IT and ...") oraz parę literówek.

case 3:

mail

Zapoznałam się z Pana CV zamieszczonym na portalu [jakiś tam portal] i chciałabym zaprosić Pana na rozmowę rekrutacyjną do naszej firmy.

Fajnie, tylko ja się pytam: NA JAKIE STANOWISKO??!1!!

case 4:

poszukujemy osoby na stanowisko Analityka ds. systemów informatycznych [...] aplikacje proszę wysyłać z dopiskiem "Administrator systemów informatycznych"

to w końcu co? jak skomentowała to kumpela: oni po prostu potrzebują"kogoś do IT"

case 5:

dwa ogłoszenia z jednej firmy:

asystent - wymagania "absolwent kierunków:..."

analityk - wymagania "student 4 lub 5 roku lub absolwent kierunków..."

IMHO to asystent jest stanowiskiem mniej wymagającym od analityka, więc napisałem do firmy, co by się dowiedzieć skąd taki myk w tych ogłoszeniach. Odpowiedź:

Tak, na stanowisko analityka mogą aplikować studenci 4 i 5 roku

ARGHHh... a poza tym zanim dostałem odpowiedź, i wbrew treści ogłoszenia postanowiłem aplikować na analityka, minęły dwa tygodnie i... rekrutację zamknięto.

Jeszcze raz w opisie firmy rekrutacyjnej przeczytam coś o profesjonalizmie i "dostarczaniu jak najlepszych rozwiązań naszym klientom" to chyba ich spoliczkuję.

15:06, trekski
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 listopada 2009
komentarz

bardzo ładnym komentarzem do poprzedniej notki jest taki oto obrazek nadesłany przez Kallipygosa:

Vote for Fawkes - Guy Fawkes, the only man ever to enter parliment with honest intentions

11:46, trekski
Link Dodaj komentarz »
interesting

halloween ledwo co za nami, a tu już kolejny parszywy angielski zwyczaj nam implantują ;)

Otóż dzisiajsobie dizarsko szedłem przez plac zamkowy, gdy z nienacka podbiegło do mnie dwóch gości w charakterystycznych maskach V i wręczyli mi ulotkę o następującej treści:

"Remember remember the 5th of November, the Gunpowder Treason and Plot. I see no reason why [the] Gunpowder Treason should ever be forgot!"

 

Wiemy, że nazywał się Guy Fawkes

Wiemy, że 5 listopada 1605 roku chciał wysadzić w powietrze
parlament brytyjski za pomocą 2,5 tony prochu strzelniczego

Wiemy, że skazano go za to na śmierć. Wyrok wykonano.

Brytyjczycy do dziś obchodzą dzień upamiętniający udaremnienie Spisku Prochowego

Dla nas jest on okazją, by przypomnieć, że:

  • Rządy nie są nieomylne
  • Nie mają prawa decycować o drodze, jakąobierzemy w życiu
  • demokracja może być prostą drogą ku totalitaryzmowi
  • każdy ma prawo do zakwestionowania panującej nad nim władzy

hmm.. no niby bardzo słuszne idee i w ogóle podpisuję się obiema łapkami, tylko... czemy Guy Fawkes? U nas sie nikogo w historii nie znajdzie?

A poza tym, mimo że PO jakieś takie niedorobione, to jednak sięganie do symboliki Spisku Prochowego wydaje mi się trochę jakby zbyt na wyrost.

Jak by był jakiś dramat, typu kaczki z paczki wracają, to by mi pasowało do klimatu. A tak, jak jużchcemy po prostu wprowadzić Nową Świecką Tradycję, to fajnie by było ją zbudować na czymś naszym. Na pewno jakiś polski Guy Fawkes by się znalazł...

Ale i tak mi się podoba - mam sentyment do tego wierszyka od czasu V for Vendetta.

I tylko krzyknąłem za dwoma niby-V "A co z resztą wierszyka?!". Odpowiedizeli zę będzie w przyszłym roku.

Poza tym nie zapominajmy jak wierszyk się kończy:

By God's providence he was catch'd
[...]
And what should we do with him? Burn him!

I na koniec kukły udające Guya się pali na ognisku. Więc chyba jednak wydźwięk tego święta nie jest do końca taki, jakby chcieli tego autorzy ulotki (?) i nic dziwnego:

"According to the findings of the programme, no-one within 100 metres of the blast could have survived, while all the stained glass windows in Westminster Abbey would have been shattered, as would all windows within a large distance of the Palace. The power of the explosion would have been seen from miles away, and heard from further still. Even if only half the gunpowder had gone off, everyone in the House of Lords and its environs would have been killed instantly."

wikipedia

Pytanie więc samo się nasuwa: czy walczenie z depostyzmem sankcjonuje narażanie życia postronnych, niewinnych ludzi?

a o wycieczkach i zdjęciach i piciu w Berlinie i paleniu w Amsterdamie będzie później.

00:37, trekski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 listopada 2009
wyniki!

pamiętcie?

A więc pora na wyniki (nie wiem po co. Ale to nadal zabawne)

7. Are you a member of a royal family?

i się okazuje że ktoś jednak jest! ale niestety nie wiem kto :(

Ku mojemu miłemu zaskoczeniu kilka osób wiedizało (lub pofatygowało się do googla) co to są "sesquipedalia". Najprecyzyjniej chyba:

Sesquipedalis means "a six foot long"m but in this context we use 'foot' as a 'metre foot = from 2 to 4 syllabes'. Simply, sesquipedalia are very, very long words;)

czyli "'sesquipedalia' is a sesquipedalia" :D

Z kolorami nie wszyscy skumali i niektórzy podali tylko jeden zamiast pięciu. Ale tak czy inaczej królowały zcerwony i zielony. nuuudaaa... (specjalne podziękowania dla osoby, która lubi mauve)

Na najwięcej kreatywnosci pozwalało ostatnie pytanie i tu się nie zawiodłem. Żeby było sprawiedliwie zacytuję wszystkie odpowiedzi:

tia

klaaak-klaaak-klaaak

klae

YYyyyykh

gulgulgulgul

iiikh

ssszzzzuuuuu (when it lands:)

ale nam oczywiście chodziło o odgłos paszczowy.

Na koniec tylko zaznaczę że wikipedia nie jest superprecyzyjna co do jeży:

The name 'hedgehog' came into use around the year 1450, derived from the Middle English 'heyghoge', from 'heyg', 'hegge' = hedge, because it frequents hedgerows, and 'hoge', 'hogge' = hog, from its piglike snout.

wikipedia

Ale czy to że często bywają w żywopłotach wystarczy żęby powiedzieć o jeżach że tam mieszkają?

00:39, trekski
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009
chuj z taką wyobraźnią

UPDATE: otóż moja wyobraźnia myliła się i walizka nie była ekspolodowała ani w A'damie ani podczas przesiadki w Kopenhadze.

Moi drodzy, szczęśliwie dotarłem do Warszawy i nawet poradziłem sobie z automatami do odprawy. Tymczasem... SAS stwierdził, że najwyraźniej moja walizka bardzo chętnie zwiedzi sobie Monachium O_o

Zawsze będę mógł potem brylować w towarzystwie: "Widzicie ten wachlarz? Ten wachlarz był w MONACHIUM!"

19:48, trekski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 października 2009
ka-boom!

moja plastyczna wyobraźnia mnie kiedyśzabije.

 

Pakuję się właśnie na wylot z powrotem do Najjaśniejszej z Miasta Rozpusty. Pakuje się i pakuję, dzielnie skłądam koszulki i majteczki w kropeczki, żeby tylko się wszystko ładnie zmieściło. Idealnie byłoby móc wszystko pozgniatać w jakieś małe sześcianiki, wtedy - jak wiadomo z geometrii euklidesowej - idealnie by wypełniły przestrzeń walizki. u mnie jednak wszystko jakieś takie pozaginane. Skarpetki w kształcie Mandelbota, kosmetyczka - zbiór Julii. Nic do siebie nie pasuje.

No ale raz kozie śmierć - zrobiłem "próbne dopięcie". Wyperswadowałem walizce kolanem i kilkoma niedbale rzuconymi kurwami że ma się zamknąć i , trzeszcząc, posłuchała. Ale nie dałą za wygraną. Stoi w kącie i złowieszczo się wybrzusza. Szczególnie w okolicach suwaka.

I wtedy miałem wizję, jakie jutro będą nagłowki w prasie:

Wpadka policji - to nie bomba, to zakupy.

Młody polak aresztowany pod zarzutem zamachu bombowego. Przepakowana walizka wbuchła w luku bagażowym samolotu relacji Amsterdam - Warszawa. Nieszczęsny pasażer tłumaczy się, że to wszytko wina niefortunnego "shopping spree".

No bo cóż ja takiego tam więcej zapakowałem. Nic prawie. Raptem:

  • Czerwony wachlaż wykończony piórami - Gays & Gadgets
  • para "Jedwabnych rękawiczek w kolorze magenta" - 100% poliester, G&G, one size fits all
  • krzyż-zawieszka - chfromowana stal i różowe szkło, G&G, ok. 10 cm po dłuższej osi
  • Torba dla DJ'ska - jakiś syntetyk, ale cholernie ciężkie i duże koromysło

Tożto tyle co nic! A na prawde musiało być kupione. Praktycznie mnie wołało. A tu tsakie problemy...

22:58, trekski
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33