trekker ma to do siebie, że co chwila mu się coś w mózgownicy rodzi. I nie raz się już przymierzał żeby te dzieci, a czasami poronienia, gdzieś uwieczniać, stąd jego notatniczek-kapowniczek . Być może nawet podzielić się ta akuszerką z innymi...
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

poniedziałek, 07 sierpnia 2006
Le Madame wiecznie żywa
Oto co znalazłem w mailingu z KPH:

U-rodziny Le Madame #3

1 września, M25

Le Madame to ludzie, nieskrępowana energia, zamiłowanie do eksperymentu,
otwartość na inność.

Le Madame wyrzucono, ale nie usunięto.

Le Madame wyprawia swoje trzecie urodziny na wygnaniu, ale za to hucznie i
spektakularnie.

W piątkowy wieczór Le Madame odwiedzą jej ulubieńcy, artyści, którzy
stworzyli legendę Le Madame.

Bosko zwierzęcy Leon Dziemaszkiewicz jako „prawdziwe oblicze Le
Madame” przybędzie ze swoim urodzinowym performancem w asyście żywych
motyli i pitnego miodu. Grupa performerska Sędzia Główny powróci do swoich
ostrych, bezpruderyjnych korzeni. Największa trash-skandalistka Le Madame
Ma?ga Kubiak specjalnie na tę okazję przygotuje kolejny nieokiełznany show.
Atmosferę rozluźni mistrzyni piosenek z lamusa Drag Queen Pandora. Możemy
również spodziewać się dziwnych zjaw za sprawą Sylwii Hanff. Electro kopa
sprzeda nam nieziemskie electro duo: Skinny Patrini.

Oprawą muzyczną zajmą się pierwsi rezydenci weekendowi Le Madame, czyli
Sound Delivery [dokładny skład ustala się]. Jeśeli pogoda dopisze w ogródku
puszczać hity będą znajomi i przyjaciel.

Tak się bawi Le Madame :-)

Le Madame to idea. Idei nie da się eksmitować.

Le Madame wiecznie żywa!

www.m25.waw.pl

1.09 piątek, godz. 22.00

Już się cieszę : )
środa, 03 maja 2006
...klubosko
Że Filip robi urodziny.

Uch, tego moja wątroba już mogła nie zdzierżyć, więc zaopatrzyłem się na wiecór bardzo lajtowo.
Ale że to urodziny to prezent trzebaby kupic, nie? Ledwo pomyłśałm i czary-mary zadzwonił Aptekarz in spe. No siem zszokował lekko, że akurat do mnie, ale chyba w ogóle Aptekarz ostatnio jakoś bardziej otwarty w kontaktach z ludźmi. A wnoszę po tym że pojechaliśmy na prezentowe zakupy ja, oczywiscie znooowuu Arczi, Aptekarz i.. lepszy połówek Aptekarza. No jest to prosze ja Was incydent godny odnotowania w annałach "tako żecze trekker", a to z tgo poodu że znam aptekarza juzdobre 4 lata, Aptekarz z Połówkiem są chyab już ponad rok, a to był pierwszy raz kiedy ja (JA!) miałem Połowka własnoręcznie zobaczyć.
Zobaczyłem.
I jestem w stanie zrozumieć żąe Aptekarz, do czehgo sam sieprzyznaje bez chłosty, sporo się przez ten ponad rok zmienił. Warto.
No więc kupiliśmy, poszliśmy, życzyliśmy i znowu było wesoło w około. Ale tym razem odpłynąłem juz po 1. Dobrze, że mnie ktoś podwiózł do dużego pokoju.
...bosko...
sobota:

Podczas gdy Arczie wegetował gdzieś w kanapianych rejonach mojego mieszkania, nieskutecznie starając się wysyłać jakieś SMSy do Poznanej Wczoraj, ja miałem bardzo skacowany i bardzo pracowity dzień.
Odbyłem korepetycje i to nawet całkiem produktywne,
Doprowadziłem się do porządku, mimo lenistwa,
Upiekłem ciasteczka (sernik już był gotowy) na wieczór,
Pochowałem wszelkie neiwymowne po szafach i porozstawiałem krzesłą po całym mieszkaniu co by goście mieli gdzie klapnąć.
I czekałem...

Się spóźnili oczywiście prawie wszyscy (poza Siedem i jego kompanią - brawo chłopaki). Mistrzynią spóźnianai została Czarownica, ktora godzinę po terminie rozpoczęcia imprezy napisała że własnie nie wychodzi z domu, bo jeszcze cokolwiek.
Prędzej czy później zebrał siekomplet i mogliśmy zacząć "promowanie" obrzerajać sie ciastami i ciasteczkami. No wesoło było.
I nawet z morałem: Arczi mówi, że barzdzo ciekawe było przeżycie na własnej skórze jak się musi czuć np. dziewczyna "osaczona" przez samców. Ale nikt nie naruszał granic i chyba wszyscy wyszli cali i szczęsliwi z imprezy.
Wiec się wszyscy pośmialiśmy, popiliśmy, podroczyliśmy i rozstaliśmy... o 5 nad ranem Oo

A w międzyczasie przyszedł SMS od Filipa że...
omatko...

...jak dawno nie pisałem

no ale jak tu pisać jak się człowiek szlaja.

Piątek:

Planowaną na piątek działalnością twórczą było szeroko rozumiane pieczenie (dlaczego - o tym za chwile). Kochana mamusia powiedziała, że kupi mi wszystkie potrzebne. Jak powiedziała, tak zrobiła... prawie. Bo w trakcie roboty najpierw okazało się, że nie ma jajek - pierwsza wyprawa do sklepu, potem, że jest za mało masła - druga wyprawa, a na koniec czekolady - wyprawa trzecia. ych... no i jak tak sobie wesoło pląsałem miedzy kuchnią a markpolem, to zadzwonił Arczi.
I zaczął marudzić, że musi gdzieś wyjsć bo pier...ca dostanie jak będzie w domu siedział. Po długich pertraktacjach i moim tradycyjnym marudzeniu że ja nie mam za co, w oc i poco, poszliśmy na miasto
pierwszy przystanek: Opium. I pierwsza skucha, bo wejsce tylko dla osób z listy. Trudna rada, udalismy się na...
przystanek drugi: Paprotka. Wejście bez problemów, ale za to w środku masakra: muzyka lat '60 i ludzi jak po epidemii wymiotło. Cóż robić, postanowiliśmy przynajmniej browara schylić, a tu kolejny zonk: 10 zeta za piwo Oo Chcąc nie chcąc wypiliśmy piwo, cośmy go sobie sami nawarzyli (zamówiliśmy, bez pytanai wcześniej o cenę), posiedzieliśmy moze pół godzinki i ruszyliśmy dalej...
przystanek trzecii czwarty, czyli zoo i labo, okazały się pomyłkami klasy paprotki - nic sie nie dzieje, nikogo nie ma.
Z rozpaczy - przystanek piaty - wylądowaliśmy w Levelu gdzie mamy znajomego za barem. Tam podobnie jak dotychczas. Pogadaliśmy trochę kurtuazyjnie o dupie maryni i zmyliśmy sie do
Luztro - przystanek szósty. Niestety sytuacja bez zmian.
już mieliśmy w akcie desperacji znowu iść znou (błeee) do Barbie Baru, kiedy to uratowałnas SMSem Paxi. Krótka piłka: chłopaki, wbijajcie się do Tomba-Tomba. znam chasło, to wejdziecei za free.
Po krótkich przepychankach z taksiarzami (jeden nie wie gdzie jest brzozowa, drugi jedize tylko na grochów, trzeci po prostu nie - co k..a jest?!) wylądowaliśmy w napchanym po brzegi i dudniącym szybami od basów Tomba. Impreza była przednia, bo i okazja była - urodziny właścisiela, Krystiana Legirskiego. No i tak oto sympatycznie przebounceowaliśmy do 3 nad ranem, keidy to musiałem sie zmyć, bo w sobotę rano korepetycje. Ale arci niee, Arczi poznał (momo, że to Tomba, i raczej szanse na poznanie miałby małe), Arczi zostanie i będzie siedalej świetnie bawił. Zostaw Arcziemu drzwi otwarte to wpadnie i przekima jak się już wybawi. No to go wybawiłem. Był o 7 rano i ma szczeście że mnie nie obudził, bo bym...

niedziela, 26 marca 2006
diagnoza, kandyd i przecięcie zbiorów
Diagnoza

A więc konsylium się odbyło. Ledwie dwie godziny przed "Kandydem" w wielkiej auli gmachu głównego PW. Jak zwykle stwierdzliliśy, że jesteśmy genialni, omnipotętni i wiemy wszystko. Poczym bazując na tych śmiałych założeniach, ze ściśle określonym (tez przez nas) poziomem ufności zawyrokowaliśmy że obrany przeze mnie kierunek jest jak najbardziej słuszny. A kierunek jest progresywny.

Kandyd

Potem był Kandyd Bernsteina (czy to aby polskie nazwisko?). Mistrzostwo, proszę ja Was. Oprócz może cięzko wschodniego akcentu soliści byli bez skazy. Ale gwiazdą wieczoru był p. Kolberger robiący za narratora. "Eldorado, kraj bez [...] polityki, bez Prezydenta, bez Prezesa..."
Potem tylko mały zgrzyt, bo ponoć prawie zabiłem drzwiami Manveru jak wychodziliśmy pędząc do Rasko (mea culpa) na....

Przecięcie zbiorów

Z właściwym sobie wyczuciem czasu, pomny mojego napiętego zazwyczaj w weekendy grafiku, w piatek zadzwonił H3ctor. Dokładnie to on dzownił, a ja nie odbierałem, potem nastapiłą zmiana (szpak dziobał bociana) i dzwoniłem ja bez odbioru, ale koniec końców ustawiliśmy się w Rasko o 21 z rezerwacją stolika na 6 osób...
Ja i Czarownica byliśmy za kwadrans 22 a oprócz nas dopisał tylko H3ctor. Norma.
Tak czy inaczej potwierdziłą siemoja stara obserwacja: nigdy nie należy łączyć na jednym spotkaniu róznych grup znajomych. Dlaczego? Proste: jedyne co bedą mieli współnego to mła, czyli przy pierwszej nadarzajacej sieokazji zacznasieze wspólnego tematu podśmiewać i plotkować o nim.
Oczywiście marudzę, było śmisznie i pysznie.

Na deser, perełka:
Czarownica: "Lubię z Tobą rozmawiać, bo nie muszę nic mówić"