skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

wtorek, 24 czerwca 2008
kup pan garnek
Oto na com się natknął w sieci:

SYNAPSIS wypączkowało z siebie firmę, której nadrzednym celem jest terapia autystów poprzez pracę i ich usamodzielnienie na rynku pracy

Jesteśmy firmą, która łączy działalność rynkową z działalnością społeczną. Rachunek ekonomiczny nie jest dla nas najważniejszy, równie ważne są korzyści, które czerpią z zatrudnienia w przedsiębiorstwie osoby, do tej pory zupełnie pozbawione możliwości pracy i uczestnictwa w życiu społecznym.

[...]

Pracownicy Różnych Rzeczy

Pracownicy Różnych Rzeczy – tak mówią o sobie dorosłe osoby z autyzmem, które dziś zatrudnia Pracownia Rzeczy Różnych SYNAPSIS. Cześć z nich nie poradziłaby sobie na otwartym rynku pracy. Dla niektórych praca w przedsiębiorstwie jest pierwszym etapem na drodze do zatrudnienia na otwartym rynku. Wszyscy chcą i mogą pracować.
rzeczyrozne.pl

No i jak dla mnie bomba :)



Rzeczy różne może nie zadowolą wysublimowanych gustów, jeżeli ktoś lubi na przykład tak modne ostatnio szkło i stal, ale jeżeli ktoś lubi rzeczy bardziej "nieuczesane" to jak najbardziej...


Ja w każdym razie coś takiego u siebie widzę i po raz pierwszy mam ta miłą świadomość, że płacąc krosie za kawałek glinianej skorupki (powyższa patera za jedyne 109 PLN) nie płacę za rozdmuchany marketing czy wirtualną w swej naturze "markę", ale wiem, że pieniądze pójdą do konkretnych ludzi, żeby im pomóc (niestety proporcja pracowników autystycznych do ich opiekunów jest jak prawie 1:1 z przewagą dla tych drugich). Oby.

środa, 12 marca 2008
miss landmine
Czy kobiecy urok może przetrwać wojnę?

Czy jako ofiary mamy prawo być piękne?

Czy nasza uroda ginie wraz z wybuchem miny?

W dniach 12.03 - 11.04 w Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej (rynek Starego Miasta 19/21) odbędzie się wystawa "Miss Landmine" (Miss Min Przeciwpiechotnych)

Jak piszą autorzy projektu w swoim manifescie, projekt "Miss Landmine" to m. in.:
  • Duma i dowartościowanie kobiet
  • Duma i dowartościowanie osóbniepełnosprawnych
  • Informacja i zwracanie uwagi na zagrozenei minami przeciwpiechotnymi na świecie
  • Wyzwanie rzucone - wynikajacym z kontekstów historycznych, kulturalnych, społecznych, osobistych, Afrykańskich i Europejskich - poczuciu winy i niższości, które powstrzymują kreatywność
  • Poddawanie w wątpliwość ustanowionych koncepcji fizycznej doskonałości.
  • Zmierzenie się ze starymi i skostniałymi koncepcjami współpracy kulturowej.
  • Świętowanie prawdziwego piękna
  • Zastąpienie biernego terminu "Ofiara" aktywnym terminem "Ocalony"
    manifest Miss Landmine
Właściwie, zwarzając na "all-inclusive" w swojej naturze politykę queer, to ten projekt jest bardzo queer.



Więc pewnie pójdę.

nie mogę się tylko oprzeć pewnemu skojarzeniu - jedno z haseł ML to "redefining beauty". Aż dziw, że projektu nie sponsoruje Dove. (bah! i gdyby jeszcze skojarzyć akcję przeciw minom z mydlanym gołąbkiem pokoju!)
poniedziałek, 01 października 2007
czekerałt
W zeszły czwartek się dokulturalniłem. offowo - dość już mam tego słowa, bo go nadużywam, ale z drugiej strony to w jakimś sajkoteście mi wyszło, że jak nie jest offowo to ja nie pójdę, więc przez odwrócenie tej implikacji, skoro byłem, to pewnie było offowo - a jakże inaczej. Dokulturalniłem się i miodu do uszu nalałem na koncercie Gamery - "pioniera hasydisco i żydonoisebaunsu" :)


trochę publicznosci i gamera z lewej...

...i z prawej

Warto było, bo chłopaki i Madzia dają czadu. I nawet nie żałuję że następny dzień w pracy przypłaciłem lekkim kacem i sporym niedospaniem ;)

polecam.
niedziela, 13 sierpnia 2006
Letnia Akcja Teatralna
hu hu!

Wszystkim, którzy byli na (wtedy nieudanym) zamknięciu LeMa w pamiętny poniedziałek 27 marca 2006 i występującego wtedy Leona z Teatru Patrz Mi Na Usta, oraz tym co tylko o tym słyszeli, bądź nawet tyle nie, gorąco polecam najnowsze przedsięwzięcie w Teatrze Druga Strefa. A mianowicie, w ramach trwającej od 16 to 27 sierpnia Letniej Akci Teatralnej możemy zobaczyć między innymi co następuje:

NIEDZIELA 20 sierpnia godz. 21:00
Teatr Patrz Mi Na Usta
Narodowa Drag Queen
Teatr Patrz Mi Na Usta (Berlin-Gdańsk)
Reżyseria, choreografia, kostiumy, collag muz.: Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz
Współpraca artystyczna: Bożena Eltermann; Houte Coture: Alicja Gruca
Występują: Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, Bożena Eltermannm, Marek Kakareko
Narodowa Drag Queen jest godzinnym show, w którym minoderia spotyka się z autentycznym przeżyciem dramatycznym, pantomima i taniec butoh idą w parze, a nad wszystkim unosi się wszechwładny duch groteski. Przedstawienie traktuje o poszukiwaniu miłości, tolerancji i wrażliwości na drugiego człowieka, o szukaniu swojej drogi. Nie rości sobie prawa do dyskusji nad kondycją świata, jest spotkaniem widza i aktora, w którym obie strony grająrole równorzędne. Narodowa Drag Queen jest niezwykle barwnym widowiskiem ze wspaniałymi kostiumami i przewrotną muzyką. elementy polskiego i rosyjskiego folkloru dodają smaku i jak w krzywym zwierciadle ukazują rzeczywistość.

Kto się wybiera?
sobota, 12 sierpnia 2006
czekerałt
1. Była kiedyś w liceum "Akcja 'Truskawa' 2000", czyli mieliśmy z kumplami jakiś dziki pomysł, ale zanim go zreazowlaiśmy to zapału zabrakło. Aż tu nalge dziś (dzięki Uenifeu) znalazłem całą oazę takich Truskaw.

Jak wypalić na CD obrazek?
...zrobić pierdzącą maszynkę?
...Albo szablon z efektem 3D?
Nauczyć się podstaw graffiti...
lub zrobić stereogram?
zaostrzyć profesjonalnie nóż?
albo zmajstrować takie małe śmieszne świecące?

wszystko to i więcej znajdziecie TUTAJ :)

Sądzę że mógłbym dołożyć tam 3 grosze od siebie np, opisując jak zapakować prezent w 30 kilo gipsu lub w piankę montażową do okien. I jak go potem rozpakować też.

2. Troszkę się mi toto kojarzy z ruchem "reclaim the streets". W każdym razie warto obczaić G.R.L. - Graffiti Research Lab. To już nie mazanie po murach - chłopaki (dziewczyny też?) są bardzo kreatywne i na prawdę nieźle się przy tym bawią. Taki undergroundowy smaczek to to co lubię :)

3. A na koniec zapakujcie sobie dziecko, psa, pomidor czy co tam tylko chcecie.
czwartek, 06 lipca 2006
fantastique!
Wczoraj, proszę ja Was, oczywiście przez cały dzień standardow udawałemże pisżę racę dyplomową. Udało i się dto udawanie na 3 strony.
Ale za to wieczorem wybrałem się z grupą filmową (a ściśle to z jej ścisłym kirownictwem) na pola mokotowskie. Bynajmnej pić piwo (chociaż to tez), tylko dlatego, że wieczorem odbywał siętam koncert muzyki klasyznej na świerzym powietrzu (coś dla socjety) i pokaz sztucznych ogni (coś dla gminu). Muzyką klasyczną okazały się być menuety Georga Friedricha Haendela więc było bardzo Ą i Ę do momentu kiedy zaczeli puszczać race i pozostało się już tylko wlepiać w niebo z rozdziawioną paszczą :>

A żeby tego było mało, właśnie się zaczął w kino.lab przegląd filmów SF, w tym cały blok poświęcony kinu SF u naszych niegdysiejszych konstytucyjnych przyjaciół ze wschodu, trochę polskiego kina (nie wiedziałem że swego czasu tyle sf nakręciliśmy) a także współczesnej klasyki. A na koniec ma być anime czyli "Ghost in the Shell" No po prostu palce lizać.
Szczegółowy program znajdą szanowni czytelniczy i poważane czytelniczki tutaj.

Gdyby kogoś interesował to będzie mnei mozna uroczyć w CSW na tym festiwalu na nastepujących pozycjach: coś z serii Mar(k)s Atakuje - ale jeszcze nie wiem co dokładnie, na pewno na Metropolis, może na Solaris Tarkowskiego, pewnie na onedotzero, koniecznie na obu Ghost in the Shell, i pewnie na Interstella 5555. W dalszej kolejnośc na Teście Pilota Pirxa i pewnie klasycznie na Seksmisji :>

W chwilach taka jak te już nie tylko nie żałuję, że się jednak do Poznania nie wybrałem, ale autentycznie się z tego cieszę. To miasto wreszcie zaczyna nabierać jakiegoś sensu i kolorytu.
wtorek, 06 czerwca 2006
apage satanas!
Kontrkultura w natarciu, moi Mili! Ludzie śa przekorni i jak się im nie pozwoli, to tym bardziej zrobią, tylko w sprytniejszy sposób.

Otóż jak bycmoże nie wiecie, jeszcze przez kilka najbliższych niedizel w kilku prywatnych mieszkaniach rozsianych po Warszawie, odbywac się będzie wystawa kontestująca kult religijny.

Co "jaki?"? No a co u nas najłatiwje kontestowac?... no właśnie. tak, znowu.

Żeby się na wystawę dostać, to trzeba wiedieć co i u kogo i gdzie. Arczi wiedział u kogo, bo się uczy hiszpańskiego i lektorkę ma niezgorszą. Lektorka wiedziałą co i gdzie. Tak więc w ostatnią niedzielę poszlismy się z Arczim dokontrkulturalniać.

Wystawa, owszem, pod mój gust. Nie będę się rozpisywał, bo to trzeba zobaczyć.
"Galeria" tez pod mój gust.
"Kustosz" przemiła. A to kawusię zaproponowała. A to może wódeczki? My ze nie, bo my właśnie wczoraj swiętowaliśmy obrone kumpla. Próżne nadzieje - i tak ulegliśmy goscinności pani kustosz.
Jak juz sie wszystkim zrobiło zlżej na duchu to przyszła prasa (w postaci "Obiegu"). Prasa się nie dała po polsku ugościć, tylko obejrzała, popytała, podzwoniła komóreczka w waznych osobistych sprawach i poszła. i tyle prasy
Potem, jak było jeszcze luźniej, zapowieddziano nam że przyjdą Artyści, tudzież jeden z Artystów. Oj przyszedł i artysta z niego był niezły. Się okazało że Herbapol lubi. Więc było jeszcze weselej, ale nadal na lajciku, na (kontr)kulturce. Artysta się poperformował, polansował, poprzeginał, pośpiewał i w ogóle nagle z nudnawego niedzielnego popołudnia zrobiło się "Niech żyje BAL!"

Niestety Kopciuszek musiał z balu uciekać, bo go jeszcze w domu ulotka festiwalowa czekałą do dokończenia. Uciekł w ostatniej chwili: na tyle póxno żeby balu zasmakowac, na tyle wcześnie żeby nie zostać do następnego dnia i mieć siły w domu pracę dokończyć.

MBK mi pobłogosławiła.

A dziś jestem żółty na głowie - jedyna okazja mnie tak zobacyc, bo już jutro bedę biały :D

p.S. choera tylko nie wiem w jakiej kategorii tego posta umieścić :) "l'haute rayon", "klabink" czy "plotki&ploteczki" :D
poniedziałek, 15 maja 2006
dzisiejszy wpis sponsoruje literka V...
...jak Vendetta.

Remember, remember, the fifth of November, gunpowder treason and plot. I see no reason why the gunpowder treason should ever be forgot. Guy Fawkes, Guy Fawkes, 'twas his intent to blow up the King and the Parliament. Three score barrels of powder below, Poor old England to overthrow: By God's providence he was catch'd With a dark lantern and burning match. Holloa boys, holloa boys, make the bells ring. Holloa boys, holloa boys, God save the King! Hip hip hoorah! A penny loaf to feed the Pope. A farthing o' cheese to choke him. A pint of beer to rinse it down. A faggot of sticks to burn him. Burn him in a tub of tar. Burn him like a blazing star. Burn his body from his head. Then we'll say ol' Pope is dead. Hip hip hoorah! Hip hip hoorah!
(The Bonfire Prayer)


No więc byłem i zobaczyłem. A film zwyciezyl. Owszem, jest to dziecko braci Wachowskich (scenariusz), którzy po ostatnich dwóch częściach Matrixa sporo stracili w moich oczach. Jednak Matrixowa otoczka i ekfekciarstwo były stosowane z umiarem, jeżeli w ogóle. Co więcej, film oparty na komiksie zaskoczył mnie swoimi apiracjami do dzieła ideologicznie nieneutralnego.

Jeżeli chodzi o warstwę wizualno-efekciarską to mamy porządny komiksowy filma akcji, który swojej komiksowości jest świadom, nie star się jej ukrywać i wręcz się nią szczyci. Wszystko jest jednak zrobione w granicach tej estetyki, bez popadania w tandetę w mroczny i całkiem wysmakowany sposób. Plus.

W tej rozrywkowej, zdawałoby się, formie kryje się jednak niebanalna treść. I znowu plus, bo autorom scenariusza i reżyserowi (James McTeigue) udaje się te treści przemycić nie nachalnie, w zjadliwy sposób. Nie popadają ani w karykaturalny patos ani w popkulturalną płyciznę. Oczywiście kilka wątków historycznych jest uproszczonych na potrzeby rozwoju akcji, jednak średniointeligentny widz jest w stanie odfiltrować to co lekko oszukane i nawet ma okazję nad kilkoma sprawami w trakcie seansu pomyśleć. Pierwszy lepszy przykład: czy cel uświęca środki? I to pytanie pada po obu stronach barykady - "rządowej" i "anarchistycznej".

Nie można też nie wspomnieć o aktorstwie. Portman nie raz jużdowodziła że potrafi zagrać równie dobrze role wymagające intelektualnego i emocjonalnego zaangażowane, jak i te kolorowe, plastikowe z hollywoodzkich megaprodukcji. Tutaj, dzięki doświadczeniu, mogła idealnie dopasowac się do klimatu filmu.
Brawa tez należą się Hugo Weavingowi, który, nie zapominajmy, przez cały czas gra w sztywnej masce, którą zdobi obłąkańczy uśmiech Guya Fawkesa. Jednym słowem odebrano mu jedno z głównych narzędzi pracy aktora - twarz. A jednak radzi sobie z tym wyzwaniem na prawdę dobrze, kreując postać enigmatyczną, przesyconą ideą, szaleńczą, które to cechy wyzierają spod maski "V" a nie są przez nią tworzone.

Jednym słowem, porządny film. Rozrywka, również intelektualna, doskonale wpasowująca sie co więcej w klimat ostatnich miesiecy. Polecam.

A na zakończenie smaczek. Dla niezorintowanych: jestem fetyszystą wyszukanego słownictwa, szczególnie angielskiego. A najciekawszse angielskie "sophisticated vocabulary" sązazwyczaj na literę V. Zatem:

Voilà! In view, a humble vaudevillian veteran, cast vicariously as both victim and villain by the vicissitudes of Fate. This visage, no mere veneer of vanity, is it vestige of the vox populi, now vacant, vanished. However, this valorous visitation of a by-gone vexation, stands vivified, and has vowed to vanquish these venal and virulent vermin vanguarding vice and vouchsafing the violently vicious and voracious violation of volition. The only verdict is vengeance; a vendetta, held as a votive, not in vain, for the value and veracity of such shall one day vindicate the vigilant and the virtuous. Verily, this vichyssoise of verbiage veers most verbose so let me simply add that it's my very good honor to meet you and you may call me V.
wtorek, 28 marca 2006
"We are your friends...
you'll never be alone again
so c'mon, ah c'mon, mmm c'mon"
(by Simian vs. Justice)

The above quote is from a song most likely to become the unofficial (as most things in the story I'm about to type down) anthem of our little "revolution" - Save Le Madame!

PROLOGUE
"This club is an example of a wonderful civic initiative: it was created without any public funds as a private enterprise. Over the past few years it featured more opening-night plays than many other theatres in Warsaw supported by the authorities. And these were no commertial farces but ambitious plays based on modern texts as well as classical ones. This, hovewer, doeas not appeal to the Magistrate officials, who want to close Le Madame down. Why? The Central Quarter mayor (PiS) says that the bulding which houses the club is to be sold. That is a peculiar argument. In this case the brothers' Kaczyński party, which declares to fight ruthless economical liberalism, opted for liberal economical calculation in order to fight alternative culture"
(source: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3240933.html)

THE NETWORK
The word spread quickly: they're closing LeMa down (our favourite pet nick for "Le Madame"). The authorities didn't even answer the calls from club owners to say "no, we won't negotiate". They're selling the place to the highest bidder and are turning it into a mall of sorts. F**k the culture! (especially the alternative one. With todays government it is very inapropriate to be alternative. in any way).
Everybody was quick to react, calls, sms'es, posts. In no time the news was out and people decided they have to do something about it. We wouldn't let them close OUR LeMa just like that!

THE PARTY
First, just in case we'd fail (which was unthinkable) everybody gathered on Sunday evening for a farewell party. I have never seen such loads of people in one club. The place was flowing with people. People going in, people leaving, people dancing, people talking. People, people, people.
There was a hint of decadence to the atmosphere. An it wasn't induced by the 4PLN (1EUR) pe 0,5L beer as some might think. I guess everybody had the feeling of somthing important coming to an inevitable end. So we partied like there was no tomorrow:

"Oh my god, look at that girl, where did she get this basketbal from? man, she's good!"

Couscous veggie food supported by beer and smokes helped us survive untill 4am. Spending our time on conversation and ocasional dance (2 floors to chose from: electro/house/minimal vs. "oldskool party") we went through the night. What bliss! There really was no tomorrow. Even the eviction at 10am next day was more like a legend. If we only could, we'd make it eternal. A bubble pf perfection...

Then the sleep creeped in. Here and there people plunged into it heads down, or allowed Morpheus to carry them away on angelic wings. I was nomadic: here a quarter, there a quarter, somewhere 30 minutes, maybe 40...

THE MORNING

"Wake up ya guys, we need to tidy this room, move to the lounge area. There's coffe at 9"

"Jesus Christ!" i thought "I've actually spent 12 hrs in a club, ate here, drunk here, and slept here.." Luckily there was coffe or tea and some more veggie food for the most persistent party animals :) COFFEE! yay!
At 9.30 those who went to sleep at home started coming back, all nervous: the eviction would start at 11. Will we stop it?
At 10 the moral support kicked off, closely surveilled by the media. Firts there was a drag show, no, a drag performance. No point summarizing it here and now. At first people giggled at the obvious silliness of Mr. universe type of guy drressing up in red gown with sequins.

"Finally it happened to me, right in front of my face..."

Then, as the little one actor spectacle proceeded everyone went silent. He'd made his point and it was indeed dramatic. Thunderous applause was louder than the sound of flashes firing in reporters' cameras.
Then came Ewa Kasprzyk, a brilliant actress, and presented a few exceptions from her play staged in Le Madame: hilarious monologues of Patty Diphuso, a porn movie actress. And though it was funny all the way, it also had a morale to it.
At noon exactly I was so tiered with all the experiences of the past night I just had to go home ang take a shower and get some sleep. At the moment I was leaving the bailiff was so overwhelmed by the crowd he saw at the club, he put the eviction on hold and called the police for as long as there are people in the club. Cameras rolling in the background.

THE AFTERNOON
Also, when I was leaving, we made a list. There's no point for EVERYBODY to stay at the place untill the point of exhauistion, so we divided ourselves into shifts. I left at noon and signed myself up for the 4pm-8pm shift.
At 4am almost-sharp :) i was there only to see that the entrance is blocked by the police. Everyone was free to leave, but noone was admitted inside. No problem, we'll stay outside and continue our little protest. With hundred-something people inside and a few dozens outside it was getting more and more entertainig by the minute. In notime at all we started shouting jokes (policemen and the bailiff being the main topic), throwing supplies for the ones stranded inside, playing volleyball with a balloon...

- stop playing with the balloon this instant!
- did ya hear it? Don't hit he policemen with the balloon, it hurts!

- did you see the bailiff? He looks like some actor...
[15 minutes pass]
- I know! COLLIN FIRTH!
- Where is he going? Oh no. Please, stay! Collin!!!!
- We demand a handsome baillif...
- ...or bailifesse!

- Hey, ever thought of that: we're gonna be considered opposition activists!
- I demand to be clubbed! I need it for my CV

At some point somebody from the inside of our indoors-outdoors sit-down strike had an idea: she lead the people from inside to the entrance. This changes the set of forces: there were a hundred of us on one side and about fifty on the other, separated only by a few policemen in the middle. Somebody jumped and crossed the police line. Then it went like an avalanche: we breached the police line and entered the club (nobody was hurt, even the policemen, mind you!) We were all high on adrenaline. Those from inside cheereing those that've just entered.

"We are your friends / you'll never be alone again / so c'mon..."

We won the battle, but not the war...

WHY SOME PEOPLE ARE STUPID
Everyone was high on adrenaline, enthusiastic, nervous... in the mood to fight. Face it: some of us have just made an indirect asault on a policemen on duty. That unleashes hormones.
And at this point Mr. Ikonowicz stole the limelight. He grabbed the mike and in a very emotional and agitated voice started threatening (he had no proof to support his dillusions) that he police will come back and actually use force. He was "kind" enough to explain what to do not to get too much bruises. That we will get any was obvious to him.

"We have to barricade ourselves here. Use the beer containers. And put some guards at the entrance. Remember to cover your head when the police comes in..."

This released another flush of adrenaline for those still on high, and literally scared the rest away. Some stayed some went outside again. Instead of helping that idiot almost disintigrated the party. Luckily enough there was someone sane enough in vicinity to take the mike from him and try to calm everybody down.

EPILOGUE
Eventually everyone came back inside. And after 8pm more and more people were coming. We relaxed a bit, forgot about the menaceing police and finally had the time to feel how tiered we are and how our legs and arms hurt

- Give me a smoke, will ya?
- ok. I'll smoke with you, i'm so sressed out. Damn, this whole being an oppositionist is going to ruin my lungs.

When I left at 10pm there was still no sight of police and the party was still unwinding itself. In the meantime i met loads of old friends and made new ones as well. Now I am back at my lab, the party continues back at Lema, no bailiff in sight. As long as we're there LeMa survives. What when eventually the party wil lcome to na end. Rumour has it that the mayor is to decide wether to negotiate or to force the people out. I hope...


disclaimer: press article translation by trekski. All quotes (in italics) quoted from memory. I put all my effort to quote them as exactly as possible, though they may differ a bit from what has been actually said
Stanisław Lem
Solaris,
Pokój na Ziemi,
Bajki Robotów,
Głos Pana,
Wizja Lokalna
i wiele wiele innych
oraz niezliczone felietony (m.in.w "Przeglądzie")...

i ciągle mało, a więcej nie bedzie :(
No na prawde mi żal. A jak mi żal to mało piszę
 
1 , 2