skontatkuj sie z naszym konsultantem
adopt your own virtual pet!

GlitterMaker.nl

środa, 13 czerwca 2012
Niepełnosprytne zakupy.

Może to ja, a może jednak Ikea nie wszystko ma tak tip-top przemyślane i wysprytnione jak się to reklamuje.

Historia jest taka: jajko (typo, but it stays) że się byliśmy wprowadziliśmy do nowego mieszkanka, które po wielu trudach i znojach wreszcie zostało wyremontowane (to temat na oddzielną notkę), to wreszcie możemy zacząć realnie myśleć nad meblami i innymi pierdółkami, których potrzebujemy. Najszybciej, o dziwo, poszło z łazienką. Gdyby dało się udowodnić, że najprędzej kończy się urządzać to pomieszczenie, które jest najbardziej potrzebne, to z nas są prawdziwe czyścioszki. Kuchnia też jest z grubsza ogarnięta (wymyślona). Duży pokój w rozsypce, a sypialnia na ukończeniu.

I między dużym pokojem a sypialnią rozgrywa się teraz największy dramat. Ponieważ cierpimy na bolesny niedostatek szaf, komód i wszelkiego rodzaju miejsc do składowania wszelkiego rodzaju rzeczy, a sypialnia po wstawieniu łózka jest do tego celu za mała, wszystko - od skarpetek po talerze - zalega w różnej maści torbach, walizkach, siatkach i reklamówkach w salonie. Jednym z barwniejszych przykładów jest chyba antena do TV postawiona na kartonie po TV i wsparta wiadrem od mopa. Wszystko dlatego, że musi być zwrócona w stronę Raszyna i na wysokości okna, a tym czasem na parapetach i pod oknem stoi rower i leżą klucze francuskie i śrubokręty. W skrócie: stajnia Augiasza i Wieża Babel w jednym.

Z powodów jak powyżej zostało zatem ustalone że absolutnie najpilniejszym zakupem jest szafa, którą by można wstawić do wnęki w sypialni i tam zacząć składować gabaryty. Jako się rzekło, tako się weszło na stronę naszej (b)ólubionej szwedzkiej marki i się zaczęło planować szafę w modułowym - a jakże - systemie Pax. Z planowaniem poszło gładko, bo, jak wiadomo, "w powerpoincie każdy system działa idealnie". Gorzej z wyprawą do sklepu - bardziej to był k-pax niż pax.

Z przyczyn obiektywnych (Benio zaniemógł) do Ikei w Jankach pojechałem sam. A dokładnie to podrzuciła mnie koleżanka. Po pracy. Wczoraj - w dzień meczu. Pomysł niby szalony, ale miał jedną zasadniczą zaletę - na drogach i w sklepach było pusto. Tak oto uzbrojony w:
- listę zakupów przygotowaną przez planner ze stron Ikei, co by już każdej półeczki nie szukać po magazynie.
- mapkę sklepu, co by wiedzieć gdzie szukać jak by się jednak okazało że szukać trzeba
- ołóweczek, co by notować wszelkie poprawki do mojego genialnego master-planu szafy
- karteczkę, co by mieć na czym notować przedmiotowe poprawki
wkroczyłem w labirynt nordyckiego dizajnu pełnego -yeisk'ów i -agrkd'ów. Dzięki quest item 2 przesprintowłem przez biurka, kuchnie, gotowanie, klopsiki i hotdogi żeby rachu-ciachu znaleźć się na progu Magazynsk Samoobsługkard. I tu pierwsze zaskoczenie: wózki w magazynie mają max. obciążenie 130 kg. Co nie stanowiło by najmniejszego problemu (ja nimi jechał nie będę, ino moja szafa) gdyby nie to, że grand total masy mojego PAX'a wynosił, zgodnie ze sporządzoną w necie listą, niebagatelne 220 kg. Wtopa. Pora szukać planu awaryjnego.

Ten uroczo zaproponowała mi wspomniana mapka, która na odwrocie miała listę usług dodatkowych, w tym "pomoc w zakupach" - czyli, że jak poproszę (i uiszczę tzw. "niewielką opłatę" - kpina) to całość zamówienia umyślny skompletuje za mnie, bez konieczności    brudzenia i trudzenia moich śnieżnobiałych nieskalanych pracą fizyczną yntelygenckich rączek. O! - pomyślałem - światełko w tunelu. To ja poproszę szczegóły.

"O szczegóły pytaj w punkcie Usług Przewozowych i Montażowych w punkcie Obsługi Klienta za linią kas."

No w te pędy ominąłem TOTALNIE PUSTĄ linię kas i popędziłem do Punktu. Klik, numerek, q-matic, kanapcia i już po 5 minutach pytam i tłumaczę paszczowo i na migi, że proszę bardzo, oto moja list i że będąc w pełni sł umysłowych ja się zgadzam na "niewielką" opłatę i że poproszę mnie te ponad dwa kwintale szafy skompletować i dowieźć.

http://www.youtube.com/watch?v=WOdjCb4LwQY

Czemu? "Bo, ja nie wiem, musi pan mieć listę (przecież mam!), z talonem... (na balon?) ...przyjść... proszę najlepiej porozmawiać z koleżankami obok" - tu następuje ruch ręką w stronę sąsiednich kontuarków. No więc karnie pochyliłem głowę przed Behemotem przyjaznych klientowi procedur. Klik, wziąłem numerek, q-matic... czekam. A że q-matic nie ma opcji "zamówienia" a jedynie (oprócz spalonego na wstępie montażu i transportu) faktury i reklamacje to czekam nie 5 a 10 albo i dłużej minut, bo wiadomo jak to jest z reklamacjami.

Doczekawszy się od zera zaczynam oralno-migowe tłumaczenie z polskiego na nasze że lista, że komplet, że ja kupić, ja płacić i czy mnie tu dobrze pokierowano...

http://www.youtube.com/watch?v=WOdjCb4LwQY

I nie dość tego nie ma wyjaśnienia jak i co i gdzie dalej iść. Bo znowu "że talon" i "że muszę mieć listę". Toć mam! "No ale że ona musi być skompletowana i opłacona" Jak skompletowana skoro ja chcę zamówić jej kompletowanie? "No... to ja koleżankę spytam" Poprosiłbym uprzejmie.

Dzięki koleżance wreszcie się wyjaśniło że przyjazna z pozoru (a de facto zdradziecka niczym brzoza o świcie) ulotka źle mnie pokierowała, bo przyjazna klientom procedura wygląda tak, że należy iść NAJPIERW do Sprzedawcy. Kogo? "Sprzedawcy." Patrzę znacząco na linię kas. "Nie. Do sprzedawcy. No wie Pan, na dział." Patrzę znacząco jednym okiem na Koleżankę, drugim nadal na linię kas. "No że tam do szaf. Tam Panu wystawią listę, którą Pan opłaci w Kasie i dostanie Talon i przyjdzie do Montażu i Transportu" I jak im dam tę listę od Sprzedawcy i ten talon i uiszczę "niewielką" opłatę to mi to skompletują całe i przywiozą gdzie im powiem? "tak" TAK! "Bo wie Pan, to musz oni, bo jak by co to zobaczą czy nic na liście nie brakuje" Co ma brakować? Przecież Wasz planner w necie... (ale zaraz, a wasza ulotka twiedziła że ..., a tymczasem...). OK, idę.

Idę. Z powrotem przez biurka, kuchnie, gotowanie, klopsiki i hotdogi (nie hotdogi, klopsiki, gotowanie, kuchnie i biurka, bo linia kas jest jak przecież diodą na ludzi - przepuszcza tylko w jedną stronę). Do działu szafy. A tam znowu moje nemesis - q-matic. Na szczęście tylko z jedną opcją "pomoc w zakupie szafy". Na nieszczęście z zerową obsadą stanowiska d/s pomocy w zakupie szafy. Po kilku pętlach wokół każdej z demo szaf udało mi się wykukać w zakamarku którejś z nich karteczkę że szafy są przeniesione do łóżek za co oczywiście przyjazna klientom obsługa serdecznie przeprasza. No to lu do łóżek (obczajonym przy drugim przebiegu skrótem przez jadalnię i kuchnię). A tam aż DWÓCH sprzedawców. O rajuśku! I kumają o czym do nich mówię. I ja im pokazuję moją listę a oni klikają w komputerze, który coś robi. A potem drukują mi listę - identiko jak ta moja, tyle że z innym nagłówkiem. Nie pytam o sens operacji - ważne że mam pierwszy artefakt. Teraz tylko śmignąć przez pustą linię kas, zapłacić, dostać talon i quest zakończony!

Biorę listę i lecę (skrótem przez tekstylia do sypialni i Magazynsk) do kas. Które - a jakże by inaczej - są pełne ludu który akurat po złości musiał teraz wyleźć z zakamarków Magazynska i Systemów Regałowych z wózkami pełnymi rattanu i i innego badziewia. W każdej kasie po 5 wózków, każdy na oko po 129 kg rattanu oraz PCV, MDF i innych skrótów. Mać! Stoję... Dostawszy (?) i opłaciwszy (moje grzechy) mogę wreszcie pójść po raz czwarty w przeciągu mojej wizyty do q-matica, pobrać (niczym kroplę święconej wody) kwitek i poczekać na kanapie-ławie na zbawienie. Biorę kwitek (Iesus Krystus Ekonomicznego Ambientu) i modlę się.

*DING* E836...

*DING* E837... ...

*DING* E838... ... ...

Zacięło się?! Zepsuło! Mija kwadrans, przy kontuarkach psuto, a oni nie wołają kolejnych Klientów! - myślę i niewzruszony siedzę i czekam. Inna Pani nie myśli ale za to głośno mówi. Że to skandal że ona czeka a oni papiery porządkują. Ja milczę i myślę a niech porządkują. Jeszcze im się poplączą i moje Paxy pojadą na Pragę a ja dostanę czyjeś Baardsky czy innego czorta. Ja myślę, a Pani dalej mówi że kierownik i że może wreszcie. Odmienia skandal przez wszystkie przypadki i - zgodnie z logiką kolejek - wciąga postronnych na listę świadków. "A "Pan też do Transportu czeka?" Tak. "A długo? Który numerek?"

*DING* E840

Alleluja! Biją na sumę! Idę. Nowa lista i talon, jak to artefakty w zwyczaju mają, działają cuda. Wszystko jest jasne. Tu proszę podpisać, tu proszę kartę, tu PIN, proszę, dziękuję. Gotowe. Koniec gehenny i mogę jechać do domu. Autobusem.

To ja poproszę, wie Pan, taki bilet tylko na drugą strefę. Bo wie Pan, na pierwszą mam miesięczny. "Ja nie mogę. Takich nie ma. To znaczy mogę sprzedać po prostu na pierwszą, ale wtedy kasownik Panu nie skasuje. No albo mogę dwustrefowy, ale to w sumie podwójnie Pan zapłaci..."

Kurtyna!

19:51, trekski
Link Komentarze (4) »